Witam ponownie. Dziś 31 lipiec roku 2007. Jak co roku jest dzisiaj 31 lipiec. Ba, nawet jak co tydzień jest dzisiaj wtorek. We wtorki z reguły nic się nie dzieje. W ten wtorek jednak coś się wydarzyło. Mianowicie od dzisiaj zaczynam się siebie bać.
Zaczynam się siebie bać ze względu na kilkanaście wydarzeń jakie mnie się przytrafiają. Pierwszym jest oczywiście osławione już śnienie o kościołach. Ostatnio, bo w nocy z niedzielę na poniedziałek, znów mi się to śniło. O tym będzie kiedy indziej, jak tego mi się więcej przyśni.
Rzeczą drugą, może i ciekawszą jest to, że działam pobudzająco na elektrykę. Tak. Na elektrykę. Objawia to się między innymi tym, że radio (na którym słucham muzyki, pozdrowienia) widocznie lepiej odbiera gdy znajduję się w odległości ok. 1 metra od odbiornika. Inny przypadek przytrafił mi się pewnego pięknego dnia, kiedy po raz n-ty wyładował mi się telefon. Wiadomo co zrobiłem. Podłączyłem to ustrojstwo do ładowarki i bziuuu... zaraz po podłączeniu wyskoczyła informacja 'bateria naładowana!'.
Oprócz wydarzeń stricte fizycznych są również przypadki umysłowo. Weźmy takie krakersy. Zakupiłem sobie tego trochę w sklepie. Na wszystkich egzemplarzach były karciane asy. Gdzie pointa? Ano tu, że gdy dokonywałem tej transakcji handlowej byłem szczerze przekonany, że są tam wszystkie typy asiorów. Gdy dotarłem do domu w cudownym sposób doszło do tego, że zostały same Karo(liny).
Przypadkiem umysłowo-fizycznym można natomiast nazwać dosyć ciekawą przypadłość jaka mi się przytrafiła. Mianowicie gdy mój umysł pracuje na pełnych obrotach, tak jak teraz, zaczynam chodzić. Wstaję i robie kółko dookoła zieloniastych foteli. Niby nic, a jednak. Jakby to pozbierać to się zbierze tego kupa. Czemu tak robię? Po co? Czemu widzę świat w FPP? Dlaczego akurat ja jestem mną? Te pytania to jednak pytania za mądre, na które odpowiem kiedy indziej.
A teraz sprawa inna (ze względu na to ze spraw jest więcej niż jedna nota nie ma tytułu) - chciałbym tu pozdrowić Kamila z Gdyni, który się tego domagał, oraz innych którzy by tego chcieli.
PS. Tu miejsce na Twoją reklamę.
PS2. Tekst ten był sponsorowany przez Sasza & Misza Productions co.
PS3. Więcej peesów nie będzie.
wtorek, 31 lipca 2007
środa, 25 lipca 2007
Kościelna telenowela.
Kościół pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Goszczu nie jest żadnym szczególnym miejscem. Wprawdzie swego czasu, wedle informacji podanej na stronie salezjanów, o kilka metrów 'podwyższono wierzbę', ale to nic ważnego. Zagadkowym zagadnieniem pozostaje więc jedna sprawa - dlaczego kościół ten śni się mi tak często?
Pierwszy sen z owym obiektem sakralnym odbył się ok. 2-3 miesięcy temu. Sen krótki, prosty, bez skomplikowanej fabuły. We śnie owym znajdowałem się w prezbiterium, siedziałem na krzesełku i obserwowałem. Obserwowałem scenę batalistyczną, grupa ludu, rzuciła się do ataku właśnie w kierunku prezbiterium, lecz w między czasie zdołali się pokłócić między sobą. Bójka była krótka, jednym z lepiej zapamiętanych faktów z tego snu był człowiek wzrostem niski uwieszony na szyi człowieka wzrostem wysokiego.
Sen drugi był z goła inny. Przedstawiona była w nim msza św., odprawiana przez nie byle kogo, albowiem przez samego papieża Benedykta XVI. Mój występ we śnie był dosyć ograniczony. Czytałem bądź to 'czytanie', bądź ewangelię. Wydaje mi się, że był to sen pół-świadomy, ponieważ usiłowałem przeczytać co tam jest napisane, lecz nie szło mi to zbyt, albowiem we snach przeczytanie czegokolwiek jest niemożliwe. Podobnie jest z godzinami na zegarkach, nie m co się tym sugerować, odwrócimy wzrok, spojrzymy ponownie i już jest kilka godzin do przodu.
Trzecie 'nocne widzenie' było już inne, lepsze. Zdecydowanie bardziej rozbudowane i wielowątkowe. I skupiało się nie tylko na kościele. Zaczęło się niepozornie, od podróży po szatni, bądź jakiś innych podziemiach. Podróżowałem po tych terenach podziemnych wraz z kolegą, który gdzieś w trakcie snu zniknął. Zapewne mój mózg uznał go za coś niepotrzebnego i go wykreślił z mojej świadomości. W czasie tego chodu spotkałem dziewczynę, nie wiem czy ją znam, ale we śnie została odebrana jako znajoma. Razem ze znajomą wyruszyliśmy na zachód (w lewo) i cóż, chyba dziura we śnie, ale znalazłem się w kościele. Tym razem nie ja czytałem, lecz kto inny. Prawdopodobnie Brzuzy, lecz głowy, ani żadnej innej części siebie, nie dam sobie uciąć. Czytanie było dosyć charakterystyczne, ponieważ padło w nim wyrażenie 'Forum Reformatorskie'. Forum to jest blokiem wyborczym mojej partii z Finnmarku (link z boku strony), nad nazwą dwie tęgie głowy myślały dosyć długo. Stąd nasuwa mi się sugestia o tym, że myśląc o czymś w momencie zaśnięcia można doprowadzić do tego by to coś zostało odtworzone we śnie. O ile nie zapomnę postaram się dokonać pewnego eksperymentu, będę o czymś wieczorem intensywnie myślał i sprawdzę czy mi się przyśni.
Wróćmy jednak do snów. Sen numer IV. Cyfra ta jest cyfrą wybitnie polityczną. Sen jednak politycznym nie był. Zaczęło się tradycyjnie, od potańcówy na jakiejś sali gimnastycznej. Do budynku tego wpadła para osób, wydawało mi się znajomych. Wzbudziło to we mnie chyba zazdrość i chyba na przekór żeńskiej części tej pary 'dorwałem' jakąś osobę, która wedle moich odczuć była koleżanką z byłej klasy i się dancing zaczął. Tu dziura i teleport. Jestem w kościele, znów msza, nieznany mi ksiądz ją odprawia. Udaję się do zakrystii, patrzę na zegar - 9:40. Ksiądz odmówił to co miał odmówić i skierował się do zakrystii. Tam, razem z innymi ministrantami, odmówiliśmy modlitwę ministrancką i wróciliśmy 'na kościół'. I ponownie dziura w śnie. Znajduję się pod kościołem, na cmentarzu, patrzę w kierunku goszczańskiego Rynku. Obok mnie stoi sąsiad, z jego ust płyną słowa 'patrz kuliste' (pewnie chodziło o pioruny) i nagle na niebie pojawiają się kule, które lecą w górę, ale również i w dół, całość wygląda jak jakieś bombardowanie. Kończy się, a razem z tym cały sen.
Snów nigdy za wiele, następny, już piąty, swój początek znów miał tam gdzie miały na początku. Dosyć trudno go wspominam. Pamiętam, że była to msza wieczorna, wskazywały na to witraże kościelne, ciemniejsze niż zwykle. Siedziałem tam, gdzie zazwyczaj siedzę, na zakręcie. Popatrzyłem do przodu. Zazwyczaj na przeciwko mnie znajduje się ministrant obsługujący rzutnik. I tu jedno z największych zdziwień, albowiem ministrantem tym był sam minister edukacji narodowej, Roman G. Ministero był ubrany w komżę i miał na sobie czerwony kołnierzyk. Jest to fakt ważny, ponieważ po chwili rozpoczęło się rozdawanie karteczek, zupełnie jak na roratach, a w okresie adwentu kołnierzyki są fioletowe. Karteczki zamiast numerków miały jednak nazwiska. Siadłem obok ministra i popatrzyłem na swoją kartkę. Okazało się, że kartek jest więcej niż jedna. Cały gruby plik kart. W tym momencie organista zaczął śpiewać dosyć dziwną pieśń, której tekstu niestety nie mogę sobie teraz przypomnieć. Coś mnie tknęło, żeby przejść na drugą stronę, wszedłem za ołtarz i zamiast być tam gdzie być miałem znalazłem się w jakimś tunelu, jakby kopalnianym, z torami. Parę razy przejechałem (na swoich butach?!) i sen się triumfalnie zakończył.
Ostatnie, jak dotychczas, widzenie budynku sakralnego miałem chyba dwa dni temu. Stałem razem z kolegą pod bramą wjazdową na cmentarz. Stoimy tak i nagle zauważyłem, że od strony plebanii biegnie panna młoda z welonem. Ot dziwny widok. Spojrzałem w lewo, a tam... poseł Cymański (PiS). Poseł pociągnął łyka jakiegoś wina o barwie pomarończowopodobnej i spojrzał w moim kierunku pytając czy bym się nie chciał napić. Odmówiłem mu wyrażeniem 'Ja abstynent', poseł powiedział 'Ja też' i wziął wino do ust.
Jak na razie to koniec moich snów o kościele. Zapewne niedługo powinno pojawić się jakieś logiczne wytłumaczenie tych wydarzeń. Charakterystyczne wydaje się to, że w ostatnim czasie do snów kościelnych dołączyli polscy politycy. Senniki podają sprzeczne wyrażenia, więc trudno cokolwiek zrozumieć. Zapewne sens tych snów objawi się gdy coś wydarzy się w życiu ziemskim, a nie umysłowym. Pozdrawiam i zapraszam do komentowania.
Pierwszy sen z owym obiektem sakralnym odbył się ok. 2-3 miesięcy temu. Sen krótki, prosty, bez skomplikowanej fabuły. We śnie owym znajdowałem się w prezbiterium, siedziałem na krzesełku i obserwowałem. Obserwowałem scenę batalistyczną, grupa ludu, rzuciła się do ataku właśnie w kierunku prezbiterium, lecz w między czasie zdołali się pokłócić między sobą. Bójka była krótka, jednym z lepiej zapamiętanych faktów z tego snu był człowiek wzrostem niski uwieszony na szyi człowieka wzrostem wysokiego.
Sen drugi był z goła inny. Przedstawiona była w nim msza św., odprawiana przez nie byle kogo, albowiem przez samego papieża Benedykta XVI. Mój występ we śnie był dosyć ograniczony. Czytałem bądź to 'czytanie', bądź ewangelię. Wydaje mi się, że był to sen pół-świadomy, ponieważ usiłowałem przeczytać co tam jest napisane, lecz nie szło mi to zbyt, albowiem we snach przeczytanie czegokolwiek jest niemożliwe. Podobnie jest z godzinami na zegarkach, nie m co się tym sugerować, odwrócimy wzrok, spojrzymy ponownie i już jest kilka godzin do przodu.
Trzecie 'nocne widzenie' było już inne, lepsze. Zdecydowanie bardziej rozbudowane i wielowątkowe. I skupiało się nie tylko na kościele. Zaczęło się niepozornie, od podróży po szatni, bądź jakiś innych podziemiach. Podróżowałem po tych terenach podziemnych wraz z kolegą, który gdzieś w trakcie snu zniknął. Zapewne mój mózg uznał go za coś niepotrzebnego i go wykreślił z mojej świadomości. W czasie tego chodu spotkałem dziewczynę, nie wiem czy ją znam, ale we śnie została odebrana jako znajoma. Razem ze znajomą wyruszyliśmy na zachód (w lewo) i cóż, chyba dziura we śnie, ale znalazłem się w kościele. Tym razem nie ja czytałem, lecz kto inny. Prawdopodobnie Brzuzy, lecz głowy, ani żadnej innej części siebie, nie dam sobie uciąć. Czytanie było dosyć charakterystyczne, ponieważ padło w nim wyrażenie 'Forum Reformatorskie'. Forum to jest blokiem wyborczym mojej partii z Finnmarku (link z boku strony), nad nazwą dwie tęgie głowy myślały dosyć długo. Stąd nasuwa mi się sugestia o tym, że myśląc o czymś w momencie zaśnięcia można doprowadzić do tego by to coś zostało odtworzone we śnie. O ile nie zapomnę postaram się dokonać pewnego eksperymentu, będę o czymś wieczorem intensywnie myślał i sprawdzę czy mi się przyśni.
Wróćmy jednak do snów. Sen numer IV. Cyfra ta jest cyfrą wybitnie polityczną. Sen jednak politycznym nie był. Zaczęło się tradycyjnie, od potańcówy na jakiejś sali gimnastycznej. Do budynku tego wpadła para osób, wydawało mi się znajomych. Wzbudziło to we mnie chyba zazdrość i chyba na przekór żeńskiej części tej pary 'dorwałem' jakąś osobę, która wedle moich odczuć była koleżanką z byłej klasy i się dancing zaczął. Tu dziura i teleport. Jestem w kościele, znów msza, nieznany mi ksiądz ją odprawia. Udaję się do zakrystii, patrzę na zegar - 9:40. Ksiądz odmówił to co miał odmówić i skierował się do zakrystii. Tam, razem z innymi ministrantami, odmówiliśmy modlitwę ministrancką i wróciliśmy 'na kościół'. I ponownie dziura w śnie. Znajduję się pod kościołem, na cmentarzu, patrzę w kierunku goszczańskiego Rynku. Obok mnie stoi sąsiad, z jego ust płyną słowa 'patrz kuliste' (pewnie chodziło o pioruny) i nagle na niebie pojawiają się kule, które lecą w górę, ale również i w dół, całość wygląda jak jakieś bombardowanie. Kończy się, a razem z tym cały sen.
Snów nigdy za wiele, następny, już piąty, swój początek znów miał tam gdzie miały na początku. Dosyć trudno go wspominam. Pamiętam, że była to msza wieczorna, wskazywały na to witraże kościelne, ciemniejsze niż zwykle. Siedziałem tam, gdzie zazwyczaj siedzę, na zakręcie. Popatrzyłem do przodu. Zazwyczaj na przeciwko mnie znajduje się ministrant obsługujący rzutnik. I tu jedno z największych zdziwień, albowiem ministrantem tym był sam minister edukacji narodowej, Roman G. Ministero był ubrany w komżę i miał na sobie czerwony kołnierzyk. Jest to fakt ważny, ponieważ po chwili rozpoczęło się rozdawanie karteczek, zupełnie jak na roratach, a w okresie adwentu kołnierzyki są fioletowe. Karteczki zamiast numerków miały jednak nazwiska. Siadłem obok ministra i popatrzyłem na swoją kartkę. Okazało się, że kartek jest więcej niż jedna. Cały gruby plik kart. W tym momencie organista zaczął śpiewać dosyć dziwną pieśń, której tekstu niestety nie mogę sobie teraz przypomnieć. Coś mnie tknęło, żeby przejść na drugą stronę, wszedłem za ołtarz i zamiast być tam gdzie być miałem znalazłem się w jakimś tunelu, jakby kopalnianym, z torami. Parę razy przejechałem (na swoich butach?!) i sen się triumfalnie zakończył.
Ostatnie, jak dotychczas, widzenie budynku sakralnego miałem chyba dwa dni temu. Stałem razem z kolegą pod bramą wjazdową na cmentarz. Stoimy tak i nagle zauważyłem, że od strony plebanii biegnie panna młoda z welonem. Ot dziwny widok. Spojrzałem w lewo, a tam... poseł Cymański (PiS). Poseł pociągnął łyka jakiegoś wina o barwie pomarończowopodobnej i spojrzał w moim kierunku pytając czy bym się nie chciał napić. Odmówiłem mu wyrażeniem 'Ja abstynent', poseł powiedział 'Ja też' i wziął wino do ust.
Jak na razie to koniec moich snów o kościele. Zapewne niedługo powinno pojawić się jakieś logiczne wytłumaczenie tych wydarzeń. Charakterystyczne wydaje się to, że w ostatnim czasie do snów kościelnych dołączyli polscy politycy. Senniki podają sprzeczne wyrażenia, więc trudno cokolwiek zrozumieć. Zapewne sens tych snów objawi się gdy coś wydarzy się w życiu ziemskim, a nie umysłowym. Pozdrawiam i zapraszam do komentowania.
wtorek, 24 lipca 2007
Tytułem wstępu.
A więc piszę bloga. Piszę bloga o sobie, bo o sobie wiem najwięcej. O sobie najwięcej można dowiedzieć się ze swoich snów. Moje sny są dosyć charakterystyczne i gdyby nie one pewnie nie czytalibyście tego czegoś. Do prowadzenia tegoż czegoś zachęcał mnie, z dobrym skutkiem, pewien mieszkaniec Elbląga, niejaki Karol G. W tym miejscu chciałbym go pozdrowić.
Ten blog ma być w założeniu o snach i rzeczach dookoła nich, ale druga część tytułu zapewne powiedziała wam już, że nie tylko o tym. W sumie, jeżeli nie będę się lenił, co się zdarza często, to te inne zdominują mój skrawek internetu (powierzony mi czasowo, czytałem dokładnie regulamin xD ). Żeby nie przynudzać (jest wieczór, jeszcze zaśniecie i coś wam się przyśni, żaden eseista, felietonista by tego nie chciał) kończę to i jednocześnie informuję, że można sobie tu zamówić reklamę. Wystarczy skontaktować się ze mną pod numerem 9605231 i przekazać mi kopertę.
A pierwsza poważna (xD) nota powinna być jutro, ale kto wie, kto wie xP
Ten blog ma być w założeniu o snach i rzeczach dookoła nich, ale druga część tytułu zapewne powiedziała wam już, że nie tylko o tym. W sumie, jeżeli nie będę się lenił, co się zdarza często, to te inne zdominują mój skrawek internetu (powierzony mi czasowo, czytałem dokładnie regulamin xD ). Żeby nie przynudzać (jest wieczór, jeszcze zaśniecie i coś wam się przyśni, żaden eseista, felietonista by tego nie chciał) kończę to i jednocześnie informuję, że można sobie tu zamówić reklamę. Wystarczy skontaktować się ze mną pod numerem 9605231 i przekazać mi kopertę.
A pierwsza poważna (xD) nota powinna być jutro, ale kto wie, kto wie xP
Subskrybuj:
Posty (Atom)

