Znalazłem na eufi.org (taka stronica na temat gier strategicznych szwedzkiej produkcji) link do pewnego testu psychologicznego, który to test ma podobno wskazać jaką osobowość sobą reprezentuje osobnik ów test rozwiązujący. Jako, że ja psychiczny jestem to się podjąłem trudu odpowiedzi na trzydzieści mało skomplikowanych pytań i się podzielę wynikiem owego rozwiązywania. Lecimy.
http://enneagram.pl/
Wyszło mnie, że jestem czwórką (tam są jakieś ich metody liczenia).
Czwórka w skrócie:
Tragiczny romantyk, ma bardzo wrażliwe odczucia i emocje, jest wrażliwy, czuły, spostrzegawczy.
Bojar się może z tym kłócić, ale nie zamierza. Bo i po co, skoro to w dużej mierze prawda jest?
Czwórki należą do ludzi, którzy żyją głównie we własnej wyobraźni i własnych uczuciach. Mogą być artystycznie uzdolnieni, przejrzyści i inspirujący, lub też mogą być narzekający, wywyższający się i negatywnie nastawieni.
Tak jak jedynki, czwórki porównują rzeczywistość z tym co mogłoby się zdarzyć. Podczas gdy jedynki mają zwyczaj do wyszukiwania własnych niedoskonałości, próbując je poprawić, czwórki często odwracają się od rzeczywistości i żyją we własnym świecie wyobraźni, uczuć i nastrojów. Czwórki często są również mylone z piątkami, zwłaszcza tymi, które uważają, że posiadają silne uczucia nie identyfikując się z ekstremalnym, pozbawionym uczuć wizerunkiem piątek. Jednakże piątki, w przeciwieństwie do czwórek, odczuwają dyskomfort gdy przychodzi wyrażać im ich własne odczucia, podczas gdy czwórki mają skłonność do samoodkrywania się przed innymi i czują się pewnie opisując swoje emocje. Czwórki razem z dwójkami i trójkami, dążą do utworzenia próżnego i mylnego wizerunku o sobie, choć mogą paradoksalnie ukazywać zupełnie coś przeciwnego.
Czwórki identyfikują się często z wizerunkiem niepełnowartościowej osoby, zwłaszcza gdy nadaje im to cech unikalności i wyjątkowości. Czwórka może dla przykładu opłakiwać swoją niemożność osiągnięcia sukcesu każdego dnia, ale to narzekanie niesie delikatne odczucie przechwalania się tym. Czwórki mogą posiadać własne odczucia, że są tragicznymi romantykami, ale również mogą odczuwać poczucie traktowania się jako osoby bardzo wyjątkowej.
Zdrowe czwórki mają skłonność do bycia idealistami, posiadać dobry smak i doceniać wartość piękna. Patrzą na rzeczywistość poprzez pryzmat subiektywności i są dobrzy w myśleniu metaforycznym. Zdolność czwórek do widzenia rzeczy jako symbole, jest poszerzona przez ich głęboką emocjonalność. Samo wyrażanie się i dążenie do samo-poznania się to są wysokie priorytety u ludzi z tym typem. Czwórka wkraczając w nową sytuację, może dostrzec coś co dotknie ich duchowo, co z kolei pobudzi ich uczucia, co z kolei przywoła wspomnienia zapachu, smaku, odczuć itd. Nastroje czwórek i ich odczucia współgrają ze sobą niczym farba wodna w deszczu, tworząc jak w kalejdoskopie, obrazy i wyrażające się w reakcji na najmniejsze doznania.
Zdrowe czwórki przeobrażają przykrości w coś bardziej znaczącego, poprzez kreatywną pracę wszelkiego rodzaju. Czwórki są uzdolnione w wyrażaniu odczuć i mogą być świetnymi nauczycielami i psychoterapeutami. Mogą być również przyjaciółmi pełnymi wpółczucia, zdolnymi do zrozumienia problemów innych. Z powodu siły swojej wyobraźni, ludzie tego typu są często opisywani jako artyści. Wiele spełnionych artystów światowych to czwórki i prawie wszyscy ludzie z tym stylem potrzebują lub znajdują kreatywne ujście.
Gdy czwórki są mniej zdrowe, skupiają się na tym co nieuniknione lub czego brakuje w ich życiu. Stają się negatywnie nastawieni i krytyczni, znajdując problem w każdej sytuacji w której się znajdują. Zwracają się wtedy do swojego wnętrza i używając wyobraźni wspominają inne miejsca i inne czasy. Czwórki często żyją przeszłością lub przyszłością, jakąkolwiek byleby by była bardziej zadowalająca niż teraźniejszość. Czwórki często zazdroszczą wszystkiego czego nie posiadają, wyolbrzymiając znaczenie powiedzenia "trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie". Potrzeba bycia dostrzeganym jako ktoś wyjątkowy, może również być bardziej widoczne. Czwórki są blisko związane ze swoimi uczuciami, ale gdy są nie zdrowe, przeobrażają swoje uczucia w melodramat. Mogą być pełne rozpaczy i nostalgii, domagając się rozpoznania i odrzucając wszystko co mogą dobrego otrzymać od przyjaciół. Mogą także wytworzyć aurę współzawodnictwa i mściwości, nie mogąc się cieszyć swoimi sukcesami bez odbierania przyjemności innym. Niezdrowa czwórka może być bardzo markotna i nadwrażliwa. Wyniesione na powierzchnię poczucie swojej unikalności, może im dać poczucie bezkarności w złym zachowywaniu się, będąc egoistyczną i nieodpowiedzialną. Czwórki w tym stadium, skłaniają się ku odczuciom winy, wstydu, melancholii, zazdrości i bycia bezwartościowym.
Bardzo nie zdrowe czwórki mogą być otwarcie masohistyczne i przesadne w swoim samo poniżaniu się. Życie samo-niszczącego się artysty odzwierciedla ten typ scenariusza. Na tym etapie czwórka może stać się zupełnie nieosiągalna. Zmagając się z wyczerpującym poczuciem bezsilności, pogrążają się w chorobliwy samo-wstręt lub depresję samobójczą. Postrzegają swoją odmienność w całkowicie odmiennych określeniach skazując siebie na kompletne odosobnienie. Potrzeba ukarania siebie i innych jest również bardzo silna i zdecydowana.
Wszystkie kursywy są moje i odnoszą się do tego, z czym się w pełni zgadzam, hehe.
I teraz jeszcze ukonkretnienie Bojarskiego - 4w5 - Włóczęga. Ihaaa...
Skrzydło 5, daje czwórce introwertyczne zachowanie, odsuwanie się od innych, złożoną osobowość. Ta czwórka może być intelektualistką ale posiada wyjątkową głębię uczuć. Jest otwarta na duchowe i estetycznie doznania. Znajduje wiele znaczeń dla prawie wszystkich zdarzeń. Może posiadać silną potrzebę i umiejętność aby realizować się artystycznie. Samotnik, wygląda tajemniczo i jest trudna do "rozszyfrowania". Do świata zewnętrznego podchodzi z rezerwą, ale wewnętrznie bardzo go przeżywa. Gdy się w końcu otwiera, to bardzo gwałtownie i całkowicie, bez żadnych oporów.
W stresie, 4w5 bardzo łatwo popada w alienację i depresję. Wiele czwórek z tym skrzydłem ma odczucie zupełnej inności, jakby pochodziły z innej planety. Narzeka na swój obecny los, wspomina i przeżywa wiele razy zdarzenia z przeszłości. Dość często ma posębne oblicze, odsuwa się od innych z uczuciem zawiedzenia lub poczuciem wstydu. Żyje we własnym świecie bólu i straty. Może mieć bardzo chorą duszę, wyobrażać sobie i interesować się własną śmiercią.
Słynne czwórki ze skrzydłem pięć: Vincent van Gogh, Kurt Cobain, Edgar Allan Poe, Johnny Depp, Bob Dylan, Ingmar Bergman.
Straszne, nie? Dzisiaj faktycznie jest mało ode mnie, więc ja sobie popiszę na jakiś bezsensowny temat, tak jak to robi Konrad. Sobie obejrzałem na TyTubo zachowanie kibiców Fenerbahce Stambuł. Istni piromani, oszołomy, podpalają stadiony, ale... tworzą przy tym genialny klimat i nie tłuką się z fanami Galatasaray. To ich wyraźnie odróżnia od naszych, domorosłych oszołomów, co to latają z kijami narciarskimi pod stadionem. W Turcji bowiem to piłkarze częściej biorą udział w bijatykach, jak widać co kraj to obyczaj. Chyba jednak w krainie Ataturka lepiej, tak się z mojego subiektywnego punktu widzenia wydaje. Teraz akurat mecz Lechii leci sobie na TVP Info. A TVP to chłam. Mniejsza o to, że prawie każda telewizja to chłam. Takie głupoty pokazywać, ludzie...
Z takich wiadomości, które nie były do tej pory tutaj ujawniane - komputer został szczęśliwie, jakieś półtora tygodnia temu przeniesiony do mojego pokoju co widocznie doprowadziło do tego, iż Boyar na kompie się później pojawia, lecz i później maszynę opuszcza. Zazwyczaj, gdy już do internetu zasiadają wracający z pracy Amerykanie. Z Kalifornii. Musiał to napisać, że z Kalifornii, inaczej by się chorym czuł. Oprócz Kalifornii niepodległość powinni dać również Szkocji. I Goszczowi. I Boyarskiemu. Jemu to przede wszystkim. Ale to się nie da. Bo on pisze jakieś krótkie zdanka. Zupełnie do niego nie podobne. Wyobraźcie to sobie. To prawie jak linie dialogowe do filmu o amerykańskich madafakersach, z którymi walczy nieprzekupny glinarz-karateka.
Albo automatyczna sekretarka. Taka z możliwością nagrania swojej własnej informacji powitalnej. Zamiast klasycznego "Proszę zostawić wiadomość po usłyszeniu sygnału. Biiiip." można nagrać tekst brzmiący tak jakbyśmy odbierali telefon, np. "Halo?! Kto mówi? Co?! Boże coś Polskę przez tak liczne wieki...". Tak dla śmiechu. Ewentualnie coś w stylu "Tu nie mieszka żaden Paweł Boyarski.". Lub inaczej - powiedzieć, że to nie jest numer właściwy i przekierować na prawidłowy, np. do ministerstwa kultury.
Kultura. Hah. Niektórym brak poczucia elementarnych zasad kultury, niektórzy zaś przesadzają. Każdy chyba zna zasadę, iż kobietę w drzwiach puszczamy z torb... tfu! przodem. Tylko, że mało kto wie, że wchodząc do restauracji/baru/kawiarni/innego takiego, gdzie drzwi otwierają się do wewnątrz pierwszy wchodzi mężczyzna i przytrzymuje drzwi. Po co? Ano po to, by jeżeli w środku jest jakaś bijatyka to nie kobieta dostała krzesłem, lecz mężczyzna. Ale nie. 90% gentlemanów puści biedną dziewczynkę przodem i będą zadowoleni, że odbębnili swój obowiązek.
Obowiązki mnie wzywają. Znaczy obowiązki szkolne, tak zwany przymus edukacyjny, który odbiera mi konstytucyjne prawo do swobody wypoczynku. Niestety, do Trybunału Konstytucyjnego tego się nie zgłosi, ponieważ ludzi takich jak ja, czy rzecznik praw ucznia media nie traktują poważnie i uważają za oszołomów. Ot, hipokryzja, uchwalono konstytucję, po to by potem można było sobie jedne przepisy uznawać, a innych już nie. Jak tu szukać sprawiedliwości? Racze jej nie ma.
Nie ma. Dlaczego na pytanie "Czy jest?" odpowiadamy "Nie ma.", zamiast zgodnie z całkowitą logiką odpowiedzieć "Nie jest.". Dlaczego golarka goli, ale latarka nie lata? Dlaczego budka to mała buda, ale wódka to nie mała woda? Czy profesor Jan Miodek odpowie na te skomplikowane pytania związane z bezsensem polskiego języka? Czy profesor w ogóle czyta mój blog? A jeżeli nie, to dlaczego? Czy ja nie zasługuję na to, by być czytanym? Czy dlatego, że jestem słabiej rozreklamowany niż inne blogi to jestem gorszy? To co komercyjne zawsze wygra z Boyarskim, co to Boyarski prawdę mówi, ah.
Achom i ochom nie było końca. Ale achać i ochać to można na inne wspaniałe zjawiska przyrody. Ajajaj. Dobrze, rozmarzyłem się, a mnie się przecież niedawno śniła niedoszła pani Bojarska. Dziwna jakaś taka była, inna niż ta, którą pamiętam. A pamiętam co raz słabiej, gdyż sygnałów życia nie daje. Urwało się. Od trzech miesięcy chyba. Może przez to, że jedyne źródłem kontaktu były sesemesy, a ja konta nie doładowuję. Jak to było dawno, mamma mia.
Dobrze, kończę, gdyż to jest raczej maniana, albo nocna głupawka. I to około 16.00. Jeżeli ktoś poważnie potraktował drugą część tej obszernej noty to gratuluję bycia Konradem. Żart. Pewno nie w Łopusznej, jeno w Gdyni to poważnie potraktują. A może jakiś Łodzianin przeczyta? Cholera ich wie, zależy jak reklama pójdzie. O, jeszcze Syców jest, Zakrzów jest, Goszcz jest. Kielce? Nie, Kielce są Kantciatse. A Elbląg do mnie pisze. Cholera, miałem mu napisać artykuł. Koniec. Narka. Dobranoc (haha xP).
I pytanie- Kto śmie traktować Cię źle?
niedziela, 18 maja 2008
poniedziałek, 5 maja 2008
Psycho. Ana. Liza.
"Bo psychoanaliza to do Ciebie mnie nie zbliża."
KNŻ- Las Maquinas De La Muerte
Poranne zorze, poranne zorze, człowiek rano wstać nie może. Z trudem przychodzi mnie wstanie z łóżka, oczywiście zjawiska tego nie rozumiem, bo życie jest takie piękne, że aż trzeba się zrywać z łóżka i leeeecieć na dwór. Phi. Nie pójdę. Po co wyłazić, jak się nie ma z tego widocznych zysków? To co ciekawsze się miało wydarzyć już się wydarzyło. Nocą. Wszystkie rewolucję dzieją się nocą. Bo kiedy umysł śpi budzą się Kaczory! Najchętniej bym wcale się nie kładł spać, bo to marnotrawstwo czasu najlepszej aktywności psychofizycznej mózgu. Wtedy się najlepiej myśli, chyba, że się wcale nie myśli, to nic się nie dzieje. Zero razy dwa to ciągle zero. Załóżmy, że jako tako udało się mnie usnąć ok. 3:00. Wtedy się dopiero zaczyna jazda i abstrakcja. Polecam poczytać drugi wpis jaki się na tym blogu pojawił, czyli "Kościelna Telenowela.". Ale nie ma tak łatwo. Ostatnio już nawet nie o kościołach śnię. Nawet nie o wybuchach atomowych. O surykatkach nigdy nie śniłem, więc też nie. Śnią mnie się sceny przemocy. W szkole. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że ma to związek z ostatnio wręcz nałogowym oglądaniem filmów Skurczu.
Powiedzmy, że minęło jakieś 30 godzin i wylazłem na powierzchnię. Pomińmy całkowicie odruchowe czynności typu sporządzanie śniadania, ubieranie się, mycie i takie tam. To nieistotne. Naprawdę. Teoretycznie nawet myć się nie trzeba. W zamierzchłych czasach, kiedy po świecie łazili tylko Rzymianie i rzucali swoimi mądrymi sentencjami mycie się było czynnością wyjątkowo niebezpieczne. Gdy rzymski legionista ładował się do łaźni, bardzo często podpływał dzielny Słowianin z rurką w ustach (prototyp akwalungu?) i urywał wrogowi duży palec u stopy, co powodowało trwałą demobilizację żołnierza. Mycie szkodzi. Ale ja się jednak myję, bo nie mycie również szkodzi. Kończy się to cię skończyć miało i - zakładając, że dzień wolny od szkoły jest - ok. 11 opuszczam swoją twierdzę. Marsz na komputer.
Przy komputrze urzęduje wtedy najczęściej dziwny ląg nazywany Mućką. Jest to brat Bojarskiego, niezwykle nieudany egzemplarz. Irytująca rzecz. Do tego - mimo, że dwa lata młodsze - to jeszcze jest wyższe. Mówią, że będzie wielki jak Roguszny. Roguszny to taki dziwny gość, co łazi po Goszczu w koszulce "Ochrona Pogranicza.". Pierwszy raz, gdy go w tym ujrzałem myślałem, że nam Wrocław zabrali. Ale to tylko fałszywy alarm był. Wróćmy. Mućka to jakby zaprzeczenie mnie samego, czyli Boyara. Głupi, faszysta, słucha francuskiego rapu i hardtechno/schranz/gabber, głupi, maluje swastyki na garażu, głupi, dziki, głupi, irytujący, głupi i do tego - jakby było mało - głupi. Zdecydowanie ma wielki wpływ na moją psychikę. I na to, że nie jestem pacyfistą. Niektóre z naszych pojedynków były tak krwawe, że się kończyły ofiarami w ludziach. Albo w szybach. Razu bowiem pewnego Kamil B. uderzony nogą przeleciał przez szybę w pokoju Genowefy Ż. Zemsta nadeszła kilkanaście dni później, kiedy to Car Imperator Paweł B. został zrzucony z dachu. Na całe szczęście beton zamortyzował upadek. O dziwo codziennie podpisywana jest ugoda.
Bo ja ugodowym człowiekiem jestem. Permanentny stan wojny nie służy nikomu. Z tym, że niektórzy tę moją ugodowość źle odczytują, a potem nagle widzą we mnie swojego sojusznika. I potem biorą mnie za zdrajcę. A żeby zdradzić, to trzeba najpierw z kimś trzymać. Nie ma tak łatwo. Jako prawie makiawelista kieruję się głównie swoimi korzyściami, dążąc różnymi kierunkami do celu. I tak niektórzy widzą mnie kogoś, kim ja nie jestem, gdyż widzą właśnie to dziwne działanie.
"Czy takim mnie znasz jakim ja siebie znam?"
Kult - Forum Internetowe
To jest dobre pytanie. W sumie to nikt mnie nie zna, nawet ja sam. Jakbym się znał, to bym się nie zadziwiał w niektórych sytuacjach. Czasami się odzywają we mnie najgorsze instynkty, ale szczęśliwie zbyt długo to nie trwa. Pożądanie... Eee... Yyy. Dobra. Wracamy do opisu. Mućka zostaje z kompa przegnany i miejsce przed awtamasziną zajmuję ja. I tu mamy kolejne ześwirowanie. Ofensywa kieruje się w stronę dwóch znanych gierów politycznych - prpg.pl i dynasteia.pl. Można sobie grać rolę. Udawać kogoś kim się nie jest, w tym wypadku odpowiednio - jakiegoś buca polityka i Cara Imperatora, Wielkiego Księcia Moskiewskiego, Księcia Tweru, Nowogrodu, Pskowa, Ryazania, Włodzimierza, Jarosławia, Suzdalu Fiodora II Borysewicza Godunowa. I płodzić bękarty. Z tych gier to się ma kilku znajomych. By wspomnieć chociażby Forsetiego, Kareema, Złego Farmaceutę, Polityka (Kant Ciatsa kurde). Chociaż to i tak w sumie o interesy chodzi. Bo jest kiepsko z inną sprawą. Jestem bowiem typem aspołecznym. I nie potrzebuję w sumie mieć kupę znajomych, łazić z nimi po budkach autobusowych i tak dalej i tak dalej. Jakby się uprzeć to do życia wystarczy mi 6 osób. I nic więcej. Po co mi jakieś problemy na głowie. W sumie to trudno też szukać we mnie znajomego. Zazwyczaj jestem na boku, trudno ze mną będzie porozmawiać na tematy około-plotkowe, które to wiodą prym w pogadankach. Bo ja zwyczajnie nie wiem co się dzieje. Nie interesuje mnie to ni trochę. Bo i po co? Wolę rozmowy, dyskusje niż wymiany informacji. Dyskusje to jednak nie są teksty w stylu "Te mulisz kapcia." i moja odpowiedź "Spierdalaj.". Ten do kogo piję i tak nie czyta, ale wiadome osoby się zorientują co to za jeden.
Bo ja myślę, a to dziwnie wygląda z daleka. To trochę przekleństwo jest. Jak się myśli to można już całkiem sobie odpuścić bezmyślne zabawy, można sobie odpuścić luz i można odpuścić sobie świrowanie. Chociaż... Zdarza się mnie mieć dosyć dziwnawy humor, kiedy to odchodzą wszelkie wątpliwości i idzie się w pełną wariację. Przykładem tego może być na przykład molestowanie pewnej kobity ze wsi Gwiezdnymi Wojnami. Bądź fotografią artystyczną (Bojar z wiadrem na głowie.). Niektórzy wtedy mieli szczęście, że się im GG popsuło, bo by moja działalność negatywnie się na ich psychice odbiła. Ale zazwyczaj brak mnie śmiałości.
Zwłaszcza jak sobie coś zaplanuję. Lepiej ładować się spontanicznie. Raz jeden w życiu bowiem przygotowana rzecz wypaliła. To było w gimnazjum, 20 czerwca 2007 roku. Ostatni dzień nauki chyba. Podszedłem sobie do pewnej kobiety płci przeciwnej celem nawiązania kontaktu towarzyskiego. Miałem serce w przełyku, ale nic się mnie nie stało. Nic z tego nie wyszło, ale sam fakt się liczy. Znaczy kontakt został nawiązany, potem się posypało. Z tego okresu zostały dwie prześladujące mnie cyfry - 21 i 24. Wspominany już Forseti niestety wie o co chodzi, gdyż to właśnie on zmuszonym był wyczytywać moich żalów, wątpliwości, oraz paranoi. Nawet aktywnie pomagał w poszukiwaniach pewnej Marty, co się ceni. A i sam miał chyba w dzienniku numer 21, więc to nie przypadek chyba. Tak samo jak przypadkiem nie może być, że gdy dodać wszystkie liczby z ruletki to suma da trzy szóstki. Arytmomania cholera jasna. Ale to nie moja wina, że to się wszędzie ładowało. Wyczulony byłem chyba, chociaż teraz też to się czasami pojawia. Rzadziej, bo już nie w kierunku 21 i 24 zwracam swą uwagę.
Niestałość chyba jest wadą. Na pewno jest ją jednak brak motywacji do pracy. Być może wynika to z tego, że nie lubię robić rzeczy, gdy nie widzę bezpośrednio efektu pracy. To chyba nic złego, ale irytuje mnie samego, gdy muszę odrabiać hausaufgaby i homeworki w szkole, bo w domu mnie sie nie chciało. Za to raz na jakiś czas przechodzi mnie olśnienie. I pracuję! Ha! Zadanie z Polskiego pisane przez 4 godziny (od 21 do 1) to tylko jeden z wielu przykładów. Z tymi zadaniami to też jest problem, bo ja jestem artystą niezależnym, a tu ze mnie chcą zrobić rzemieślnika. Owszem, to akurat też jest pisane na zamówienie, ale akurat dla Niej (Ciebie) można się poświęcić. Zwłaszcza, że całkiem dużą swobodę dostałem. Dla pani od polskiego nie będę pisał. Poza tym obraziła się na mnie za parodię wypracowania o Hiobie. W sumie od gimnazjum próbują mnie nawrócić, wrzucić z powrotem w formę. W poprzedniej szkole chwalono mnie, ale mówili, że to tak być nie może, że to nie pasuje do wzoru i że dostanę łupnia na egzaminie końcowo-szkolnym. Ale ja umiem taką głupotę napisać. I napisałem. Na próbnym 44 punkty, na głównym 39, ale tam był taki temat, że nawet ja się wyłożyłem. I przypadkiem wyszło, że z matematyki więcej dostałem. Zdarza się. Ogólnie mam negatywny stosunek do szkolnej indoktrynacji, ale - a jakże by inaczej - stwarzam wrażenie gościa co średnią przebija wszystko co się da. W sumie to akurat dobrze, tak ma być. Niech wiedzą, kto jest od nich mądrzejszy. A średnią mam 5.0 - z wosu 5, z historii 5. Więcej mnie nie potrzeba. Ale nie. Muszą mnie uczyć na siłę biologii. Muszę mnie uczyć zasady lewej stopy na fizyce. Muszą, bo inaczej chyba niespełnieni będą.
Tu Jest Wielka Przerwa Spowodowana Odpoczęciem Od Kompa.
Było o nauce, a ja znowu na kompie. Komputerowy Bojar. Elektryczny. Chociaż nie, bo elektricni to był orgazam. I elektryczne dupy z krainy próżności, które prezentują swoje atuty. Wiecie, że próżność po serbsko-chorwacko to "glupost"? No to teraz wiecie. Denerwują mnie osoby próżne, przekonane o swojej wielkości, piękności, urodzie, bla bla bla. Ciekawe, że o swojej głupocie nie wiedzą. To jakoś tak idzie proporcjonalnie. Oczywiście są wyjątki. Ale one zazwyczaj potwierdzają regułę. Ja akurat jestem brzydki, ale podobno inteligentny. Idealny materiał na jakiś czarny charakter w filmach typu James Bond. Mrok. Co żem robił jak żem nic nie robił? Ano żem jeździł rowerem. Prawdę mówiąc, zaczynają się problemy. Z ułożeniem tego tekstu do kupy. Nie pamiętam co było na początku. Skończyć chyba muszę. Kończ kurde. No. No. Nooooo. Koniec! Natychmiast! Co Ty Rysiu na dworze śpisz? Czymżeś Ty się przykrył? Piachem? Kończ Bojarski.
KONEC
Poranne zorze, poranne zorze, człowiek rano wstać nie może. Z trudem przychodzi mnie wstanie z łóżka, oczywiście zjawiska tego nie rozumiem, bo życie jest takie piękne, że aż trzeba się zrywać z łóżka i leeeecieć na dwór. Phi. Nie pójdę. Po co wyłazić, jak się nie ma z tego widocznych zysków? To co ciekawsze się miało wydarzyć już się wydarzyło. Nocą. Wszystkie rewolucję dzieją się nocą. Bo kiedy umysł śpi budzą się Kaczory! Najchętniej bym wcale się nie kładł spać, bo to marnotrawstwo czasu najlepszej aktywności psychofizycznej mózgu. Wtedy się najlepiej myśli, chyba, że się wcale nie myśli, to nic się nie dzieje. Zero razy dwa to ciągle zero. Załóżmy, że jako tako udało się mnie usnąć ok. 3:00. Wtedy się dopiero zaczyna jazda i abstrakcja. Polecam poczytać drugi wpis jaki się na tym blogu pojawił, czyli "Kościelna Telenowela.". Ale nie ma tak łatwo. Ostatnio już nawet nie o kościołach śnię. Nawet nie o wybuchach atomowych. O surykatkach nigdy nie śniłem, więc też nie. Śnią mnie się sceny przemocy. W szkole. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że ma to związek z ostatnio wręcz nałogowym oglądaniem filmów Skurczu.
Powiedzmy, że minęło jakieś 30 godzin i wylazłem na powierzchnię. Pomińmy całkowicie odruchowe czynności typu sporządzanie śniadania, ubieranie się, mycie i takie tam. To nieistotne. Naprawdę. Teoretycznie nawet myć się nie trzeba. W zamierzchłych czasach, kiedy po świecie łazili tylko Rzymianie i rzucali swoimi mądrymi sentencjami mycie się było czynnością wyjątkowo niebezpieczne. Gdy rzymski legionista ładował się do łaźni, bardzo często podpływał dzielny Słowianin z rurką w ustach (prototyp akwalungu?) i urywał wrogowi duży palec u stopy, co powodowało trwałą demobilizację żołnierza. Mycie szkodzi. Ale ja się jednak myję, bo nie mycie również szkodzi. Kończy się to cię skończyć miało i - zakładając, że dzień wolny od szkoły jest - ok. 11 opuszczam swoją twierdzę. Marsz na komputer.
Przy komputrze urzęduje wtedy najczęściej dziwny ląg nazywany Mućką. Jest to brat Bojarskiego, niezwykle nieudany egzemplarz. Irytująca rzecz. Do tego - mimo, że dwa lata młodsze - to jeszcze jest wyższe. Mówią, że będzie wielki jak Roguszny. Roguszny to taki dziwny gość, co łazi po Goszczu w koszulce "Ochrona Pogranicza.". Pierwszy raz, gdy go w tym ujrzałem myślałem, że nam Wrocław zabrali. Ale to tylko fałszywy alarm był. Wróćmy. Mućka to jakby zaprzeczenie mnie samego, czyli Boyara. Głupi, faszysta, słucha francuskiego rapu i hardtechno/schranz/gabber, głupi, maluje swastyki na garażu, głupi, dziki, głupi, irytujący, głupi i do tego - jakby było mało - głupi. Zdecydowanie ma wielki wpływ na moją psychikę. I na to, że nie jestem pacyfistą. Niektóre z naszych pojedynków były tak krwawe, że się kończyły ofiarami w ludziach. Albo w szybach. Razu bowiem pewnego Kamil B. uderzony nogą przeleciał przez szybę w pokoju Genowefy Ż. Zemsta nadeszła kilkanaście dni później, kiedy to Car Imperator Paweł B. został zrzucony z dachu. Na całe szczęście beton zamortyzował upadek. O dziwo codziennie podpisywana jest ugoda.
Bo ja ugodowym człowiekiem jestem. Permanentny stan wojny nie służy nikomu. Z tym, że niektórzy tę moją ugodowość źle odczytują, a potem nagle widzą we mnie swojego sojusznika. I potem biorą mnie za zdrajcę. A żeby zdradzić, to trzeba najpierw z kimś trzymać. Nie ma tak łatwo. Jako prawie makiawelista kieruję się głównie swoimi korzyściami, dążąc różnymi kierunkami do celu. I tak niektórzy widzą mnie kogoś, kim ja nie jestem, gdyż widzą właśnie to dziwne działanie.
"Czy takim mnie znasz jakim ja siebie znam?"
To jest dobre pytanie. W sumie to nikt mnie nie zna, nawet ja sam. Jakbym się znał, to bym się nie zadziwiał w niektórych sytuacjach. Czasami się odzywają we mnie najgorsze instynkty, ale szczęśliwie zbyt długo to nie trwa. Pożądanie... Eee... Yyy. Dobra. Wracamy do opisu. Mućka zostaje z kompa przegnany i miejsce przed awtamasziną zajmuję ja. I tu mamy kolejne ześwirowanie. Ofensywa kieruje się w stronę dwóch znanych gierów politycznych - prpg.pl i dynasteia.pl. Można sobie grać rolę. Udawać kogoś kim się nie jest, w tym wypadku odpowiednio - jakiegoś buca polityka i Cara Imperatora, Wielkiego Księcia Moskiewskiego, Księcia Tweru, Nowogrodu, Pskowa, Ryazania, Włodzimierza, Jarosławia, Suzdalu Fiodora II Borysewicza Godunowa. I płodzić bękarty. Z tych gier to się ma kilku znajomych. By wspomnieć chociażby Forsetiego, Kareema, Złego Farmaceutę, Polityka (Kant Ciatsa kurde). Chociaż to i tak w sumie o interesy chodzi. Bo jest kiepsko z inną sprawą. Jestem bowiem typem aspołecznym. I nie potrzebuję w sumie mieć kupę znajomych, łazić z nimi po budkach autobusowych i tak dalej i tak dalej. Jakby się uprzeć to do życia wystarczy mi 6 osób. I nic więcej. Po co mi jakieś problemy na głowie. W sumie to trudno też szukać we mnie znajomego. Zazwyczaj jestem na boku, trudno ze mną będzie porozmawiać na tematy około-plotkowe, które to wiodą prym w pogadankach. Bo ja zwyczajnie nie wiem co się dzieje. Nie interesuje mnie to ni trochę. Bo i po co? Wolę rozmowy, dyskusje niż wymiany informacji. Dyskusje to jednak nie są teksty w stylu "Te mulisz kapcia." i moja odpowiedź "Spierdalaj.". Ten do kogo piję i tak nie czyta, ale wiadome osoby się zorientują co to za jeden.
Bo ja myślę, a to dziwnie wygląda z daleka. To trochę przekleństwo jest. Jak się myśli to można już całkiem sobie odpuścić bezmyślne zabawy, można sobie odpuścić luz i można odpuścić sobie świrowanie. Chociaż... Zdarza się mnie mieć dosyć dziwnawy humor, kiedy to odchodzą wszelkie wątpliwości i idzie się w pełną wariację. Przykładem tego może być na przykład molestowanie pewnej kobity ze wsi Gwiezdnymi Wojnami. Bądź fotografią artystyczną (Bojar z wiadrem na głowie.). Niektórzy wtedy mieli szczęście, że się im GG popsuło, bo by moja działalność negatywnie się na ich psychice odbiła. Ale zazwyczaj brak mnie śmiałości.
Zwłaszcza jak sobie coś zaplanuję. Lepiej ładować się spontanicznie. Raz jeden w życiu bowiem przygotowana rzecz wypaliła. To było w gimnazjum, 20 czerwca 2007 roku. Ostatni dzień nauki chyba. Podszedłem sobie do pewnej kobiety płci przeciwnej celem nawiązania kontaktu towarzyskiego. Miałem serce w przełyku, ale nic się mnie nie stało. Nic z tego nie wyszło, ale sam fakt się liczy. Znaczy kontakt został nawiązany, potem się posypało. Z tego okresu zostały dwie prześladujące mnie cyfry - 21 i 24. Wspominany już Forseti niestety wie o co chodzi, gdyż to właśnie on zmuszonym był wyczytywać moich żalów, wątpliwości, oraz paranoi. Nawet aktywnie pomagał w poszukiwaniach pewnej Marty, co się ceni. A i sam miał chyba w dzienniku numer 21, więc to nie przypadek chyba. Tak samo jak przypadkiem nie może być, że gdy dodać wszystkie liczby z ruletki to suma da trzy szóstki. Arytmomania cholera jasna. Ale to nie moja wina, że to się wszędzie ładowało. Wyczulony byłem chyba, chociaż teraz też to się czasami pojawia. Rzadziej, bo już nie w kierunku 21 i 24 zwracam swą uwagę.
Niestałość chyba jest wadą. Na pewno jest ją jednak brak motywacji do pracy. Być może wynika to z tego, że nie lubię robić rzeczy, gdy nie widzę bezpośrednio efektu pracy. To chyba nic złego, ale irytuje mnie samego, gdy muszę odrabiać hausaufgaby i homeworki w szkole, bo w domu mnie sie nie chciało. Za to raz na jakiś czas przechodzi mnie olśnienie. I pracuję! Ha! Zadanie z Polskiego pisane przez 4 godziny (od 21 do 1) to tylko jeden z wielu przykładów. Z tymi zadaniami to też jest problem, bo ja jestem artystą niezależnym, a tu ze mnie chcą zrobić rzemieślnika. Owszem, to akurat też jest pisane na zamówienie, ale akurat dla Niej (Ciebie) można się poświęcić. Zwłaszcza, że całkiem dużą swobodę dostałem. Dla pani od polskiego nie będę pisał. Poza tym obraziła się na mnie za parodię wypracowania o Hiobie. W sumie od gimnazjum próbują mnie nawrócić, wrzucić z powrotem w formę. W poprzedniej szkole chwalono mnie, ale mówili, że to tak być nie może, że to nie pasuje do wzoru i że dostanę łupnia na egzaminie końcowo-szkolnym. Ale ja umiem taką głupotę napisać. I napisałem. Na próbnym 44 punkty, na głównym 39, ale tam był taki temat, że nawet ja się wyłożyłem. I przypadkiem wyszło, że z matematyki więcej dostałem. Zdarza się. Ogólnie mam negatywny stosunek do szkolnej indoktrynacji, ale - a jakże by inaczej - stwarzam wrażenie gościa co średnią przebija wszystko co się da. W sumie to akurat dobrze, tak ma być. Niech wiedzą, kto jest od nich mądrzejszy. A średnią mam 5.0 - z wosu 5, z historii 5. Więcej mnie nie potrzeba. Ale nie. Muszą mnie uczyć na siłę biologii. Muszę mnie uczyć zasady lewej stopy na fizyce. Muszą, bo inaczej chyba niespełnieni będą.
Tu Jest Wielka Przerwa Spowodowana Odpoczęciem Od Kompa.
Było o nauce, a ja znowu na kompie. Komputerowy Bojar. Elektryczny. Chociaż nie, bo elektricni to był orgazam. I elektryczne dupy z krainy próżności, które prezentują swoje atuty. Wiecie, że próżność po serbsko-chorwacko to "glupost"? No to teraz wiecie. Denerwują mnie osoby próżne, przekonane o swojej wielkości, piękności, urodzie, bla bla bla. Ciekawe, że o swojej głupocie nie wiedzą. To jakoś tak idzie proporcjonalnie. Oczywiście są wyjątki. Ale one zazwyczaj potwierdzają regułę. Ja akurat jestem brzydki, ale podobno inteligentny. Idealny materiał na jakiś czarny charakter w filmach typu James Bond. Mrok. Co żem robił jak żem nic nie robił? Ano żem jeździł rowerem. Prawdę mówiąc, zaczynają się problemy. Z ułożeniem tego tekstu do kupy. Nie pamiętam co było na początku. Skończyć chyba muszę. Kończ kurde. No. No. Nooooo. Koniec! Natychmiast! Co Ty Rysiu na dworze śpisz? Czymżeś Ty się przykrył? Piachem? Kończ Bojarski.
KONEC
sobota, 3 maja 2008
Niewola.
Sprawa jest dosyć podejrzana i śmierdzi na kilometr, albowiem Bojarski po okresie marcowej odwilży znowu przestał publikować. Bo i owszem, tworzy, wczoraj nawet wierszem tworzył, ale dzieł swoich publiczności nie przedstawia. Z kwietnia są dwie notatki zapisane, jedna z 11, druga z 20, nigdy ich świat raczej nie ujrzy, bo się zdezaktualizowały, albo po okresie kwarantanny przestały mnie się podobać.
1 maja było święto pracy alias świętego Józefa robotnika. Ludki wzięły sobie wolne, a ja o dziwo dostałem motywację do pracy i pisałem jakiś dziwnawy artykuł o zaletach ministra sprawiedliwości spoza środowiska prawniczego. Do tej pory nieopublikowane, ale co tam. Ważne, że się działo. Ciekawe dlaczego tak być nie może codziennie. Może gdyby tak święto pracy było codziennie to bym był pracoholikiem? Lepiej nie.
Dlaczego nie? Bo od tego się umiera. Zwłaszcza w Japonii, gdzie oprócz naturalnych kłopotów jakimi są tajfuny, trzęsienia ziemi, oraz Godzilla, pojawiła się epidemia stresu. I to bynajmniej nie takiego wywołanego ciągłym strachem przed atakiem z morza, nie nie. Chodzi o stres w pracy. A ja mam dosyć czynników stresogennych. Tacy buszmeni na przykład, oprócz tego, że grają w botswańskich filmach komediowych typu "Bogowie muszą być szaleni", nie robią zbyt wiele. Popracują sobie jakieś 20 godzin tygodniowo, a resztę życia spędzą leżąc pod drzewkiem. I są szczęśliwi. A my? A my pracujemy prawie 50 godzin tygodniowo, niektórzy się uczą jakieś 35 godzin (też tygodniowo), mamy komputery, samochody, telewizję, proch strzelecki, dynamit, rowery, operacje plastyczne, piłkę nożną, szerokopasmowy internet, oraz wiele dziwacznych wynalazków bez których co poniektórzy nie wyobrażają sobie życia, a jednak jesteśmy nieszczęśliwi i ciągle szukamy więcej i więcej, by upragnione szczęście znaleźć.
Dobrze, dzisiaj mamy rocznicę. Wypadałoby to jakoś uczcić. Najlepiej jakimś wspomnieniem. To może tak - 3 maja 1791 uchwalono konstytucję. Poprawiała ona stan kraju, lecz w sposób niewystarczający. Kochani bracia Rosjanie, oraz kochani bracia zdrajcy wpadli do nas i zniszczyli nasz kraj. Po 4ech latach całkowicie. Konstytucja została zapomniana. W międzyczasie mieliśmy jako króla niejakiego Aleksandra I-ego, który to Aleksander był całkiem dobrym Carem, przyjaźnie do Polaków nastawionym. Na pewno przyjaźniej niż sami Polacy, gdyż on, w przeciwieństwie do takiej szlachty - wyzwolił polskich chłopów, zbudował kolej, unowocześnił kraj. Ale Polaczkom było mało. I się Carowi przeciwstawili. Car się zdenerwował (i prawidłowo), a następnie kazał nas zaorać. Od tej pory żaden Car nas już nie chciał.
Rok temu z okazji tego święta po Warszawie przejechała pokaźna parada. Istny pokaz polskiej siły zbrojnej - czołgi rosyjskiej i niemieckiej produkcji, fińskie transportery opancerzone, ukraińskie i rosyjskie śmigłowce, na niebie amerykańskie i rosyjskie (znowu) myśliwce, w dłoniach żołnierzy czeskie karabiny na podstawie rosyjskiej (jeszcze raz) konstrukcji AK-47 (Dziwny skrót, mnie się kojarzy, nie wiem jak określić to zjawisko, za dużo znam osób o podobnych skrótach). Porobili dziury w ulicach Warszawy, podymili, pośmierdzieli, a potem pojechali do baz. Piękne. Pokazaliśmy wtedy, że możemy zrobić kuku każdemu, co nam podskoczy, a przy okazji wydaliśmy kupę kasy na źle zrozumiany patriotyzm. Polska dziwna kraj jak to kiedyś określił niejaki Zulu-Gula.
Niedawno zapoznałem się z produkcją Zespołu Filmowego "Skurcz" pod tytułem "Sarnie Żniwo". Film genialny, polecam każdemu, w częściach można sobie na YouTubie obejrzeć. Wrażenia są niezapomniane, ten film - jako jeden z wielu - odcisnął piętno na mojej psychice. Plany stworzenia wódki gazowanej (zakończone sukcesem), sentyment do rododendronu, niezapomniane pojedynki Wściekniętego Wąża, Tytanowego Janusza i innych wielu, setki Andrzejów, czy chociażby piosenki o Cyganach ("Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma, bo ich Hitler zamknął w obozie"; "Każdy Cygan ma fajnego pindola") tworzą klimat idealnie wpisujący się w moją zrytą psychikę. Oprócz tego jawne nawiązanie do Iliady - giną wszyscy - nawet opowiadający historię i dwójka dzieci, która tego wywodu słuchała. Obsada takoż doskonała - Dr. Yry z El Dupy, Zacier z Zaciera, epizodyczna rola Kazimierza Staszewskiego ("Statuetki przyniesłem", "Taka chochorągiewka jako prezent"), jakaś ładna pani jako konkubina Wściekniątego Wąża, redaktorzy z genialnego programu "Oczywiście" (niestety zdjęli), łooo, wymieniać można by było długo. Brakuje tylko pana Rysia z "Sum Tak Zwany Olimpijczyk", czyli męża pani Krysi (Krysia, my love - fajny utwór od Zaciera). Też polecam, jutro będę oglądał.
Co by tu jeszcze, eee yyy... No może by to by było na tyle. Nie zamierzam nikogo zmuszać do czytania, zwłaszcza, że przeczytają to góra 4 osoby (pozdrawiam Konrada, mimo, że on ma schizofrenię to Długiego, Sołtysa i Euforię policzyłem jako jedną osobę). Licznik na boku nie wiem kto nabija, nudzi się pewno komuś, albo mnie boty molestują.
Ps. Rysiu za szybko lecisz!
1 maja było święto pracy alias świętego Józefa robotnika. Ludki wzięły sobie wolne, a ja o dziwo dostałem motywację do pracy i pisałem jakiś dziwnawy artykuł o zaletach ministra sprawiedliwości spoza środowiska prawniczego. Do tej pory nieopublikowane, ale co tam. Ważne, że się działo. Ciekawe dlaczego tak być nie może codziennie. Może gdyby tak święto pracy było codziennie to bym był pracoholikiem? Lepiej nie.
Dlaczego nie? Bo od tego się umiera. Zwłaszcza w Japonii, gdzie oprócz naturalnych kłopotów jakimi są tajfuny, trzęsienia ziemi, oraz Godzilla, pojawiła się epidemia stresu. I to bynajmniej nie takiego wywołanego ciągłym strachem przed atakiem z morza, nie nie. Chodzi o stres w pracy. A ja mam dosyć czynników stresogennych. Tacy buszmeni na przykład, oprócz tego, że grają w botswańskich filmach komediowych typu "Bogowie muszą być szaleni", nie robią zbyt wiele. Popracują sobie jakieś 20 godzin tygodniowo, a resztę życia spędzą leżąc pod drzewkiem. I są szczęśliwi. A my? A my pracujemy prawie 50 godzin tygodniowo, niektórzy się uczą jakieś 35 godzin (też tygodniowo), mamy komputery, samochody, telewizję, proch strzelecki, dynamit, rowery, operacje plastyczne, piłkę nożną, szerokopasmowy internet, oraz wiele dziwacznych wynalazków bez których co poniektórzy nie wyobrażają sobie życia, a jednak jesteśmy nieszczęśliwi i ciągle szukamy więcej i więcej, by upragnione szczęście znaleźć.
Dobrze, dzisiaj mamy rocznicę. Wypadałoby to jakoś uczcić. Najlepiej jakimś wspomnieniem. To może tak - 3 maja 1791 uchwalono konstytucję. Poprawiała ona stan kraju, lecz w sposób niewystarczający. Kochani bracia Rosjanie, oraz kochani bracia zdrajcy wpadli do nas i zniszczyli nasz kraj. Po 4ech latach całkowicie. Konstytucja została zapomniana. W międzyczasie mieliśmy jako króla niejakiego Aleksandra I-ego, który to Aleksander był całkiem dobrym Carem, przyjaźnie do Polaków nastawionym. Na pewno przyjaźniej niż sami Polacy, gdyż on, w przeciwieństwie do takiej szlachty - wyzwolił polskich chłopów, zbudował kolej, unowocześnił kraj. Ale Polaczkom było mało. I się Carowi przeciwstawili. Car się zdenerwował (i prawidłowo), a następnie kazał nas zaorać. Od tej pory żaden Car nas już nie chciał.
Rok temu z okazji tego święta po Warszawie przejechała pokaźna parada. Istny pokaz polskiej siły zbrojnej - czołgi rosyjskiej i niemieckiej produkcji, fińskie transportery opancerzone, ukraińskie i rosyjskie śmigłowce, na niebie amerykańskie i rosyjskie (znowu) myśliwce, w dłoniach żołnierzy czeskie karabiny na podstawie rosyjskiej (jeszcze raz) konstrukcji AK-47 (Dziwny skrót, mnie się kojarzy, nie wiem jak określić to zjawisko, za dużo znam osób o podobnych skrótach). Porobili dziury w ulicach Warszawy, podymili, pośmierdzieli, a potem pojechali do baz. Piękne. Pokazaliśmy wtedy, że możemy zrobić kuku każdemu, co nam podskoczy, a przy okazji wydaliśmy kupę kasy na źle zrozumiany patriotyzm. Polska dziwna kraj jak to kiedyś określił niejaki Zulu-Gula.
Niedawno zapoznałem się z produkcją Zespołu Filmowego "Skurcz" pod tytułem "Sarnie Żniwo". Film genialny, polecam każdemu, w częściach można sobie na YouTubie obejrzeć. Wrażenia są niezapomniane, ten film - jako jeden z wielu - odcisnął piętno na mojej psychice. Plany stworzenia wódki gazowanej (zakończone sukcesem), sentyment do rododendronu, niezapomniane pojedynki Wściekniętego Wąża, Tytanowego Janusza i innych wielu, setki Andrzejów, czy chociażby piosenki o Cyganach ("Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma, bo ich Hitler zamknął w obozie"; "Każdy Cygan ma fajnego pindola") tworzą klimat idealnie wpisujący się w moją zrytą psychikę. Oprócz tego jawne nawiązanie do Iliady - giną wszyscy - nawet opowiadający historię i dwójka dzieci, która tego wywodu słuchała. Obsada takoż doskonała - Dr. Yry z El Dupy, Zacier z Zaciera, epizodyczna rola Kazimierza Staszewskiego ("Statuetki przyniesłem", "Taka chochorągiewka jako prezent"), jakaś ładna pani jako konkubina Wściekniątego Wąża, redaktorzy z genialnego programu "Oczywiście" (niestety zdjęli), łooo, wymieniać można by było długo. Brakuje tylko pana Rysia z "Sum Tak Zwany Olimpijczyk", czyli męża pani Krysi (Krysia, my love - fajny utwór od Zaciera). Też polecam, jutro będę oglądał.
Co by tu jeszcze, eee yyy... No może by to by było na tyle. Nie zamierzam nikogo zmuszać do czytania, zwłaszcza, że przeczytają to góra 4 osoby (pozdrawiam Konrada, mimo, że on ma schizofrenię to Długiego, Sołtysa i Euforię policzyłem jako jedną osobę). Licznik na boku nie wiem kto nabija, nudzi się pewno komuś, albo mnie boty molestują.
Ps. Rysiu za szybko lecisz!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

