sobota, 3 maja 2008

Niewola.

Sprawa jest dosyć podejrzana i śmierdzi na kilometr, albowiem Bojarski po okresie marcowej odwilży znowu przestał publikować. Bo i owszem, tworzy, wczoraj nawet wierszem tworzył, ale dzieł swoich publiczności nie przedstawia. Z kwietnia są dwie notatki zapisane, jedna z 11, druga z 20, nigdy ich świat raczej nie ujrzy, bo się zdezaktualizowały, albo po okresie kwarantanny przestały mnie się podobać.
1 maja było święto pracy alias świętego Józefa robotnika. Ludki wzięły sobie wolne, a ja o dziwo dostałem motywację do pracy i pisałem jakiś dziwnawy artykuł o zaletach ministra sprawiedliwości spoza środowiska prawniczego. Do tej pory nieopublikowane, ale co tam. Ważne, że się działo. Ciekawe dlaczego tak być nie może codziennie. Może gdyby tak święto pracy było codziennie to bym był pracoholikiem? Lepiej nie.
Dlaczego nie? Bo od tego się umiera. Zwłaszcza w Japonii, gdzie oprócz naturalnych kłopotów jakimi są tajfuny, trzęsienia ziemi, oraz Godzilla, pojawiła się epidemia stresu. I to bynajmniej nie takiego wywołanego ciągłym strachem przed atakiem z morza, nie nie. Chodzi o stres w pracy. A ja mam dosyć czynników stresogennych. Tacy buszmeni na przykład, oprócz tego, że grają w botswańskich filmach komediowych typu "Bogowie muszą być szaleni", nie robią zbyt wiele. Popracują sobie jakieś 20 godzin tygodniowo, a resztę życia spędzą leżąc pod drzewkiem. I są szczęśliwi. A my? A my pracujemy prawie 50 godzin tygodniowo, niektórzy się uczą jakieś 35 godzin (też tygodniowo), mamy komputery, samochody, telewizję, proch strzelecki, dynamit, rowery, operacje plastyczne, piłkę nożną, szerokopasmowy internet, oraz wiele dziwacznych wynalazków bez których co poniektórzy nie wyobrażają sobie życia, a jednak jesteśmy nieszczęśliwi i ciągle szukamy więcej i więcej, by upragnione szczęście znaleźć.
Dobrze, dzisiaj mamy rocznicę. Wypadałoby to jakoś uczcić. Najlepiej jakimś wspomnieniem. To może tak - 3 maja 1791 uchwalono konstytucję. Poprawiała ona stan kraju, lecz w sposób niewystarczający. Kochani bracia Rosjanie, oraz kochani bracia zdrajcy wpadli do nas i zniszczyli nasz kraj. Po 4ech latach całkowicie. Konstytucja została zapomniana. W międzyczasie mieliśmy jako króla niejakiego Aleksandra I-ego, który to Aleksander był całkiem dobrym Carem, przyjaźnie do Polaków nastawionym. Na pewno przyjaźniej niż sami Polacy, gdyż on, w przeciwieństwie do takiej szlachty - wyzwolił polskich chłopów, zbudował kolej, unowocześnił kraj. Ale Polaczkom było mało. I się Carowi przeciwstawili. Car się zdenerwował (i prawidłowo), a następnie kazał nas zaorać. Od tej pory żaden Car nas już nie chciał.
Rok temu z okazji tego święta po Warszawie przejechała pokaźna parada. Istny pokaz polskiej siły zbrojnej - czołgi rosyjskiej i niemieckiej produkcji, fińskie transportery opancerzone, ukraińskie i rosyjskie śmigłowce, na niebie amerykańskie i rosyjskie (znowu) myśliwce, w dłoniach żołnierzy czeskie karabiny na podstawie rosyjskiej (jeszcze raz) konstrukcji AK-47 (Dziwny skrót, mnie się kojarzy, nie wiem jak określić to zjawisko, za dużo znam osób o podobnych skrótach). Porobili dziury w ulicach Warszawy, podymili, pośmierdzieli, a potem pojechali do baz. Piękne. Pokazaliśmy wtedy, że możemy zrobić kuku każdemu, co nam podskoczy, a przy okazji wydaliśmy kupę kasy na źle zrozumiany patriotyzm. Polska dziwna kraj jak to kiedyś określił niejaki Zulu-Gula.
Niedawno zapoznałem się z produkcją Zespołu Filmowego "Skurcz" pod tytułem "Sarnie Żniwo". Film genialny, polecam każdemu, w częściach można sobie na YouTubie obejrzeć. Wrażenia są niezapomniane, ten film - jako jeden z wielu - odcisnął piętno na mojej psychice. Plany stworzenia wódki gazowanej (zakończone sukcesem), sentyment do rododendronu, niezapomniane pojedynki Wściekniętego Wąża, Tytanowego Janusza i innych wielu, setki Andrzejów, czy chociażby piosenki o Cyganach ("Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma, bo ich Hitler zamknął w obozie"; "Każdy Cygan ma fajnego pindola") tworzą klimat idealnie wpisujący się w moją zrytą psychikę. Oprócz tego jawne nawiązanie do Iliady - giną wszyscy - nawet opowiadający historię i dwójka dzieci, która tego wywodu słuchała. Obsada takoż doskonała - Dr. Yry z El Dupy, Zacier z Zaciera, epizodyczna rola Kazimierza Staszewskiego ("Statuetki przyniesłem", "Taka chochorągiewka jako prezent"), jakaś ładna pani jako konkubina Wściekniątego Wąża, redaktorzy z genialnego programu "Oczywiście" (niestety zdjęli), łooo, wymieniać można by było długo. Brakuje tylko pana Rysia z "Sum Tak Zwany Olimpijczyk", czyli męża pani Krysi (Krysia, my love - fajny utwór od Zaciera). Też polecam, jutro będę oglądał.
Co by tu jeszcze, eee yyy... No może by to by było na tyle. Nie zamierzam nikogo zmuszać do czytania, zwłaszcza, że przeczytają to góra 4 osoby (pozdrawiam Konrada, mimo, że on ma schizofrenię to Długiego, Sołtysa i Euforię policzyłem jako jedną osobę). Licznik na boku nie wiem kto nabija, nudzi się pewno komuś, albo mnie boty molestują.

Ps. Rysiu za szybko lecisz!

2 komentarze:

er` Trancer pisze...

No. Tak sie mi teraz przy pisaniu komentarza w oczy rzucilo, ze dajesz po koncu tytulu notki kropke xP


Film tez ogladniemy.

A tak troche to mnie zlosci, ze ruskie i niemieckie czolgi mamy, ale tak mi przychodzi do glowy tekst, ze jakbysmy sie tak mieli z niemcami klepac: "zatkam wam te ryje kiedys wasza wlasna faja" hehehe.


Konrad vel Dlugi aka Euforia, Soutys pozdrawia ruwnierz.

Anonimowy pisze...

Naprawdę nie wiem, jak można pominąć w tak obszernym artykule Związek Filomatów i Filaretów; oczywiste pominięcie i nieporozumienie. Nawet pan Prezydent w orędziu o nim wspomniał- minusa wstawiam!

Daję plusa za wspomnienie o mnie w artykule.

Ogólnie nic nie daję, ha! Buziaki, Boyar!!