poniedziałek, 5 maja 2008

Psycho. Ana. Liza.

"Bo psychoanaliza to do Ciebie mnie nie zbliża."

KNŻ- Las Maquinas De La Muerte


Poranne zorze, poranne zorze, człowiek rano wstać nie może. Z trudem przychodzi mnie wstanie z łóżka, oczywiście zjawiska tego nie rozumiem, bo życie jest takie piękne, że aż trzeba się zrywać z łóżka i leeeecieć na dwór. Phi. Nie pójdę. Po co wyłazić, jak się nie ma z tego widocznych zysków? To co ciekawsze się miało wydarzyć już się wydarzyło. Nocą. Wszystkie rewolucję dzieją się nocą. Bo kiedy umysł śpi budzą się Kaczory! Najchętniej bym wcale się nie kładł spać, bo to marnotrawstwo czasu najlepszej aktywności psychofizycznej mózgu. Wtedy się najlepiej myśli, chyba, że się wcale nie myśli, to nic się nie dzieje. Zero razy dwa to ciągle zero. Załóżmy, że jako tako udało się mnie usnąć ok. 3:00. Wtedy się dopiero zaczyna jazda i abstrakcja. Polecam poczytać drugi wpis jaki się na tym blogu pojawił, czyli "Kościelna Telenowela.". Ale nie ma tak łatwo. Ostatnio już nawet nie o kościołach śnię. Nawet nie o wybuchach atomowych. O surykatkach nigdy nie śniłem, więc też nie. Śnią mnie się sceny przemocy. W szkole. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że ma to związek z ostatnio wręcz nałogowym oglądaniem filmów Skurczu.
Powiedzmy, że minęło jakieś 30 godzin i wylazłem na powierzchnię. Pomińmy całkowicie odruchowe czynności typu sporządzanie śniadania, ubieranie się, mycie i takie tam. To nieistotne. Naprawdę. Teoretycznie nawet myć się nie trzeba. W zamierzchłych czasach, kiedy po świecie łazili tylko Rzymianie i rzucali swoimi mądrymi sentencjami mycie się było czynnością wyjątkowo niebezpieczne. Gdy rzymski legionista ładował się do łaźni, bardzo często podpływał dzielny Słowianin z rurką w ustach (prototyp akwalungu?) i urywał wrogowi duży palec u stopy, co powodowało trwałą demobilizację żołnierza. Mycie szkodzi. Ale ja się jednak myję, bo nie mycie również szkodzi. Kończy się to cię skończyć miało i - zakładając, że dzień wolny od szkoły jest - ok. 11 opuszczam swoją twierdzę. Marsz na komputer.
Przy komputrze urzęduje wtedy najczęściej dziwny ląg nazywany Mućką. Jest to brat Bojarskiego, niezwykle nieudany egzemplarz. Irytująca rzecz. Do tego - mimo, że dwa lata młodsze - to jeszcze jest wyższe. Mówią, że będzie wielki jak Roguszny. Roguszny to taki dziwny gość, co łazi po Goszczu w koszulce "Ochrona Pogranicza.". Pierwszy raz, gdy go w tym ujrzałem myślałem, że nam Wrocław zabrali. Ale to tylko fałszywy alarm był. Wróćmy. Mućka to jakby zaprzeczenie mnie samego, czyli Boyara. Głupi, faszysta, słucha francuskiego rapu i hardtechno/schranz/gabber, głupi, maluje swastyki na garażu, głupi, dziki, głupi, irytujący, głupi i do tego - jakby było mało - głupi. Zdecydowanie ma wielki wpływ na moją psychikę. I na to, że nie jestem pacyfistą. Niektóre z naszych pojedynków były tak krwawe, że się kończyły ofiarami w ludziach. Albo w szybach. Razu bowiem pewnego Kamil B. uderzony nogą przeleciał przez szybę w pokoju Genowefy Ż. Zemsta nadeszła kilkanaście dni później, kiedy to Car Imperator Paweł B. został zrzucony z dachu. Na całe szczęście beton zamortyzował upadek. O dziwo codziennie podpisywana jest ugoda.
Bo ja ugodowym człowiekiem jestem. Permanentny stan wojny nie służy nikomu. Z tym, że niektórzy tę moją ugodowość źle odczytują, a potem nagle widzą we mnie swojego sojusznika. I potem biorą mnie za zdrajcę. A żeby zdradzić, to trzeba najpierw z kimś trzymać. Nie ma tak łatwo. Jako prawie makiawelista kieruję się głównie swoimi korzyściami, dążąc różnymi kierunkami do celu. I tak niektórzy widzą mnie kogoś, kim ja nie jestem, gdyż widzą właśnie to dziwne działanie.

"Czy takim mnie znasz jakim ja siebie znam?"

Kult - Forum Internetowe


To jest dobre pytanie. W sumie to nikt mnie nie zna, nawet ja sam. Jakbym się znał, to bym się nie zadziwiał w niektórych sytuacjach. Czasami się odzywają we mnie najgorsze instynkty, ale szczęśliwie zbyt długo to nie trwa. Pożądanie... Eee... Yyy. Dobra. Wracamy do opisu. Mućka zostaje z kompa przegnany i miejsce przed awtamasziną zajmuję ja. I tu mamy kolejne ześwirowanie. Ofensywa kieruje się w stronę dwóch znanych gierów politycznych - prpg.pl i dynasteia.pl. Można sobie grać rolę. Udawać kogoś kim się nie jest, w tym wypadku odpowiednio - jakiegoś buca polityka i Cara Imperatora, Wielkiego Księcia Moskiewskiego, Księcia Tweru, Nowogrodu, Pskowa, Ryazania, Włodzimierza, Jarosławia, Suzdalu Fiodora II Borysewicza Godunowa. I płodzić bękarty. Z tych gier to się ma kilku znajomych. By wspomnieć chociażby Forsetiego, Kareema, Złego Farmaceutę, Polityka (Kant Ciatsa kurde). Chociaż to i tak w sumie o interesy chodzi. Bo jest kiepsko z inną sprawą. Jestem bowiem typem aspołecznym. I nie potrzebuję w sumie mieć kupę znajomych, łazić z nimi po budkach autobusowych i tak dalej i tak dalej. Jakby się uprzeć to do życia wystarczy mi 6 osób. I nic więcej. Po co mi jakieś problemy na głowie. W sumie to trudno też szukać we mnie znajomego. Zazwyczaj jestem na boku, trudno ze mną będzie porozmawiać na tematy około-plotkowe, które to wiodą prym w pogadankach. Bo ja zwyczajnie nie wiem co się dzieje. Nie interesuje mnie to ni trochę. Bo i po co? Wolę rozmowy, dyskusje niż wymiany informacji. Dyskusje to jednak nie są teksty w stylu "Te mulisz kapcia." i moja odpowiedź "Spierdalaj.". Ten do kogo piję i tak nie czyta, ale wiadome osoby się zorientują co to za jeden.
Bo ja myślę, a to dziwnie wygląda z daleka. To trochę przekleństwo jest. Jak się myśli to można już całkiem sobie odpuścić bezmyślne zabawy, można sobie odpuścić luz i można odpuścić sobie świrowanie. Chociaż... Zdarza się mnie mieć dosyć dziwnawy humor, kiedy to odchodzą wszelkie wątpliwości i idzie się w pełną wariację. Przykładem tego może być na przykład molestowanie pewnej kobity ze wsi Gwiezdnymi Wojnami. Bądź fotografią artystyczną (Bojar z wiadrem na głowie.). Niektórzy wtedy mieli szczęście, że się im GG popsuło, bo by moja działalność negatywnie się na ich psychice odbiła. Ale zazwyczaj brak mnie śmiałości.
Zwłaszcza jak sobie coś zaplanuję. Lepiej ładować się spontanicznie. Raz jeden w życiu bowiem przygotowana rzecz wypaliła. To było w gimnazjum, 20 czerwca 2007 roku. Ostatni dzień nauki chyba. Podszedłem sobie do pewnej kobiety płci przeciwnej celem nawiązania kontaktu towarzyskiego. Miałem serce w przełyku, ale nic się mnie nie stało. Nic z tego nie wyszło, ale sam fakt się liczy. Znaczy kontakt został nawiązany, potem się posypało. Z tego okresu zostały dwie prześladujące mnie cyfry - 21 i 24. Wspominany już Forseti niestety wie o co chodzi, gdyż to właśnie on zmuszonym był wyczytywać moich żalów, wątpliwości, oraz paranoi. Nawet aktywnie pomagał w poszukiwaniach pewnej Marty, co się ceni. A i sam miał chyba w dzienniku numer 21, więc to nie przypadek chyba. Tak samo jak przypadkiem nie może być, że gdy dodać wszystkie liczby z ruletki to suma da trzy szóstki. Arytmomania cholera jasna. Ale to nie moja wina, że to się wszędzie ładowało. Wyczulony byłem chyba, chociaż teraz też to się czasami pojawia. Rzadziej, bo już nie w kierunku 21 i 24 zwracam swą uwagę.
Niestałość chyba jest wadą. Na pewno jest ją jednak brak motywacji do pracy. Być może wynika to z tego, że nie lubię robić rzeczy, gdy nie widzę bezpośrednio efektu pracy. To chyba nic złego, ale irytuje mnie samego, gdy muszę odrabiać hausaufgaby i homeworki w szkole, bo w domu mnie sie nie chciało. Za to raz na jakiś czas przechodzi mnie olśnienie. I pracuję! Ha! Zadanie z Polskiego pisane przez 4 godziny (od 21 do 1) to tylko jeden z wielu przykładów. Z tymi zadaniami to też jest problem, bo ja jestem artystą niezależnym, a tu ze mnie chcą zrobić rzemieślnika. Owszem, to akurat też jest pisane na zamówienie, ale akurat dla Niej (Ciebie) można się poświęcić. Zwłaszcza, że całkiem dużą swobodę dostałem. Dla pani od polskiego nie będę pisał. Poza tym obraziła się na mnie za parodię wypracowania o Hiobie. W sumie od gimnazjum próbują mnie nawrócić, wrzucić z powrotem w formę. W poprzedniej szkole chwalono mnie, ale mówili, że to tak być nie może, że to nie pasuje do wzoru i że dostanę łupnia na egzaminie końcowo-szkolnym. Ale ja umiem taką głupotę napisać. I napisałem. Na próbnym 44 punkty, na głównym 39, ale tam był taki temat, że nawet ja się wyłożyłem. I przypadkiem wyszło, że z matematyki więcej dostałem. Zdarza się. Ogólnie mam negatywny stosunek do szkolnej indoktrynacji, ale - a jakże by inaczej - stwarzam wrażenie gościa co średnią przebija wszystko co się da. W sumie to akurat dobrze, tak ma być. Niech wiedzą, kto jest od nich mądrzejszy. A średnią mam 5.0 - z wosu 5, z historii 5. Więcej mnie nie potrzeba. Ale nie. Muszą mnie uczyć na siłę biologii. Muszę mnie uczyć zasady lewej stopy na fizyce. Muszą, bo inaczej chyba niespełnieni będą.

Tu Jest Wielka Przerwa Spowodowana Odpoczęciem Od Kompa.

Było o nauce, a ja znowu na kompie. Komputerowy Bojar. Elektryczny. Chociaż nie, bo elektricni to był orgazam. I elektryczne dupy z krainy próżności, które prezentują swoje atuty. Wiecie, że próżność po serbsko-chorwacko to "glupost"? No to teraz wiecie. Denerwują mnie osoby próżne, przekonane o swojej wielkości, piękności, urodzie, bla bla bla. Ciekawe, że o swojej głupocie nie wiedzą. To jakoś tak idzie proporcjonalnie. Oczywiście są wyjątki. Ale one zazwyczaj potwierdzają regułę. Ja akurat jestem brzydki, ale podobno inteligentny. Idealny materiał na jakiś czarny charakter w filmach typu James Bond. Mrok. Co żem robił jak żem nic nie robił? Ano żem jeździł rowerem. Prawdę mówiąc, zaczynają się problemy. Z ułożeniem tego tekstu do kupy. Nie pamiętam co było na początku. Skończyć chyba muszę. Kończ kurde. No. No. Nooooo. Koniec! Natychmiast! Co Ty Rysiu na dworze śpisz? Czymżeś Ty się przykrył? Piachem? Kończ Bojarski.

KONEC

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Jak milo:D komentowac jako pierwsza....coraz bardziej podobaja mi sie Twoje teksty i nareszcie cos o sobie. Odwiedzac bede regularnie:*

er` Trancer pisze...

Nosz chyba z 10 minut czytania ;]


Ale opis Mućki zajebisty :D.

Anonimowy pisze...

Ja? Na dworzu? Na dworze?

Na razie nie, lecz...

Przyjedź do Gdyni, to pośpimy razem!!! xD

Sam sex te Twoje wpisy!!!