wtorek, 29 stycznia 2008

Objawienie.

Nie poszedłem dzisiaj do szkoły. To fakt. Ale jak iść do szkoły w sytuacji, kiedy budząc się rano powiedziałem "Jaki piękny dzień!", a echo z przyzwyczajenia odrzekło "k***a mać!"? Oprócz tego głowa mnie bolała niebotycznie. Zadziałała jedna ze znanych metod samokontroli, powtarzając cały czas, że mnie łeb boli doprowadziłem te myśli do zrealizowania. I mnie w szkole nie było. Poszedłem spać dalej, miałem trzy, albo cztery sny, o takiej tematyce, że doktor Freud by się ucieszył. Jeśli nie zapomnę (co się niestety często zdarza) opiszę je tu kiedyś. I pozdrowię osoby w nich występujące. A one mnie kopną za to. Ale to nie o tym ma być, mimo że wstęp jest zazwyczaj bardzo ważny.
Dawnoooo temu opisywałem na łamach tego internetowego rzadkopisma o postaci wuja mojego Krzysztofa Ż. Tym razem przyszła kolej (ciuch-ciuch!) na jakąś ciekawą postać z drugiej strony rodzinnego drzewa genealogicznego - na ś.p. brata dziadka mego - Stefana Bojarskiego. Czym Stefan zasłynął? Otóż dzisiaj w telewizorni naszej polskiej, dolnośląskiej, w audycji telewizyjnej Faktami Wrocław zwanej przypomniano historię tzw. objawień w Oławie.
Objawienia Oławskie miały miejsce 8 czerwca 1983 roku w Oławie. Kazimierz Domański, oraz - co zostało wielokrotnie przemilczane, w mediach, czy w wikipedii - Stefan Bojarski - na działce, w altanie zauważyli dziwną postać, postać owa, określona przez obu zainteresowanych jako Matka Boska, nakazała p. Kazimierzowi uzdrawiać ludzi. Jeszcze następnego dnia powiadomili oni o tym lokalnego księdza proboszcza. W altance ustawiono figurkę Matki Boskiej Licheńskiej. I się zaczęło, ludzie zaczęli tłumnie napływać, a sprawa nagłośniła się dzięki aktywności mediów. Potem postawili krzyż. Wizjoner Domański przekazywał wiernym treść informacji od Maryi, a także "uzdrawiał" i "błogosławił" pielgrzymów. Wkrótce pojawiły się kolejne "objawienia". 3 października 1984 roku Domański przekazał kolejne "przesłanie": "Niech zostanie tutaj wybudowana kaplica i niechaj pielgrzymi z całego świata przybywają modlić się o pokój w świecie. Jeśli to życzenie zostanie spełnione, spłyną wielkie łaski, w przeciwnym razie nastąpi kara". Domański zaczął widywać również Pana Jezusa, a także świętych. W ciągu kilkunastu lat miał podobno ponad trzysta wizji. Ba, z czasem figurka zaczęła krwawić łzami!
Sam Domański, wraz z Bojarskim (którego chyba na szczęście przemilczano) zaczęli głosić również teorię "odnowy moralnej społeczeństwa". Chcieli (znaczy niby Maryja chciała) by zabronić kobietom chodzenia w spodniach (i dobrze, w sukienkach powinny pomykać, co się nóg wstydzą?), a także przyjmowania komunii na stojąco.
Na całej sprawie można było zarobić. I zarobili. Ale nie całkiem oni. Zaczęli bowiem budować sanktuarium, które ostatecznie powstało. Moja mama osobiście była na miejscu, Stefcio ją oprowadzał po ich wiekopomnym dziele. Działo się tam jeszcze wiele, aż Kościół w końcu ogłosił, że owe objawienia o kant dupy można potłuc.
I tu się pojawiają pierwsze wątpliwości. Dlaczego? Bo niby może i owi panowie byli oszustami, może i kłamali, ale kto wie czy nie było w tym jakiejś słuszności? Czy kobiety naprawdę powinny chodzić tylko w sukienkach? Czy kościół nie zamknął ust "fałszywym duchownym" Domańskiemu i Bojarskiemu dlatego, że zbyt wywróciliby współczesne pojmowanie wiary? A! To są pytania trudne, na które trudno odpowiadać. Kiedyś będzie jednak trzeba. Zastanawia mnie jednak jedna sprawa, dwaj panowie, niejako ze mną powiązani zostali uznani za "wariatów". Więc co by było gdyby teraz na świat przybył Jezus? Czy by skończyło się podobnie jak w przypadku wizjonerów? Czy kobiety nadal by chodziły w spodniach? Obawiam się, że odpowiedź brzmi - tak...