I to jest bardzo dobre wyjście. Popieram, w całej swojej rozciągłości, a nawet - co lepsze - sam powtórzę jego wyczyn! Stworzę sztuczną kobietę i będę ją sobie miał w zasięgu, w każdej nagłej potrzebie. Posłucha mnie, a jak się obrazi to się ją zresetuje. I będzie fajnie. Radośnie nawet. Miło. Przyjemnie. Fantastycznie. I wszyscy będą mi zazdrościć jej. I dam jej na imię Anastazja, bo to ładne imię. I będą jej zazdrościć imienia. Proste.
Nadzwyczaj. Późno jest, a ta nota jest zaczęta dawno temu i przez to będzie miała idiotyczną datę jako datę wpisu, cóż - nie ja o tym decyduję.
Wtorek, godzina koło 6ej. Boyarski po raz pięćdziesiąty próbuje napisać notę o konstruowaniu sztucznego obiektu westchnień. Tym razem jednak czuje, że mu się uda. Jeżeli mu się nie uda to tego nie przeczytacie. Cały świat zamiera w niepewności. A raczej śpi z nerwów.
Boyarski nie spał. Nie zamierzał, wolał sobie posłuchać koncertu Kultu z Trójki, nagranego na 3 płyty CD. Wrzuciłem (zmieniam na łatwiejszą formę gramatyczną) je do wieży, co to ta wieża niby popsuta była. Jednej nocy jednak trzasnąłem w nią z góry i działa jak ta lala, za co należy mnie się tytuł "złotej rączki", lub czegoś takiego. Co na tych płytach było? Ano było dużo, aczkolwiek nie tak jakbym chciał. Nie było np. "Lewe Lewe Loff", co jest stratą wielką i ogromną, była za to skopana przez Grudzińskiego "Totalna Stabilizacja". Może jednak w sumie lepiej, że LLL (cóż za skrót!) nie było? Po co mi kolejna piosenka o miłości? Trzymając się tematyki muzycznej - na PolSzmacie leciała El Dupa, a konkretniej "2000000 głosów", nie wiem skąd im ten szatański pomysł wpadł do głowy, ale się ceni.
Pojawia się ostatnio pytanie ile ja śpię. Otóż zazwyczaj jakieś 10 godzin i jestem niewyspany, a także bolą mnie kończyny dolne. Dzisiaj nie spałem wcale i jestem bardziej wyspany niż gdybym miał te 600 minut przespać. Doskonale rozumiem absurdalność tej sytuacji, lecz taki już jestem. Jedynym z tego skutkiem negatywnym jest to, że nic mnie się nie przyśniło. Trudno, koncepcja tego bloga jako dziennika snów upadła już dawno temu. I bardzo dobrze, gdyż sny to jednak bardzo osobiste są, a jakbym się przyznał kto mnie się często śni to by mogło to być naprawdę różnie odebrane. A tak po prostu jak coś będzie warte wrzucenia to tu ląduje.
Okłamałem Was, a raczej nie dotrzymałem obietnicy, nota miała być prędzej i na inny temat, a jest teraz. Nie żebym kłamał notorycznie, ja często po prostu nie podaję wszystkiego, co wiem, gdyż są takie sytuacje, kiedy tego nie wypada mówić. Bo można kogoś w ten sposób brutalnie skosić, a tego oczywiście nie chcemy, prawda? Prawda potrafi zabić, to broń ostateczna, jak bomba atomowa, bez porządnego uzasadnienia nie ma co uderzać.
Niedawno miałem do czynienia z atakiem młodzieży blokowej. Wprawdzie w Goszczu od biedy da się znaleźć maksymalnie 3 takie budynki, to jednak oni byli blokersami. Albo innym dziadostwem, które z chęcią bym zlikwidował. Osobniki owe przyodziane w szerokie bluzy z kapturami rozsiadły się na murku okalającym mój dom, tym samym wkraczając na teren mojej twierdzy. Totalny brak perspektyw i wyższych celów, no bo co to jest? Przychodzić tu kej żeby sobie posiedzieć? Przecież tam nawet wygodnie nie jest, a do tego kotom drogę blokują i moje dachowce nie mają sposobności, by się samorealizować. Swoją drogą to tamtych - nie bójmy się tego słowa - idiotów zamierzałem w różnoraki sposób wyeliminować, pierwszym pomysłem było rzucenie w nich zamrożonym kurczakiem, lecz z powodów moralnych plan ten został całkowicie odrzucony. Później zobaczyłem nóż i mnie się zamarzyło obejrzeć ten sztuciec lecący w ich kierunku, ale również zrezygnowałem, bo oni to w przewadze liczebnej byli. Ostatecznie sami spasowali i udali się na spoczynek, niestety nie wieczny, a ja wpadłem na jeszcze jeden genialny plan. Otóż powstała idea, by ten cały mur wyłożyć gwoździami, tak by któryś siadając tam nadział się na to. Wredny jestem, ale innej opcji nie ma.
Wobec swojej sztucznej kobiety nie zamierzam być wredny, ewentualnie ona będzie rozumiała moje specyficzne poczucie humoru w tej dziedzinie. Niestety, niektórzy nie rozumieją, chociaż na szczęście się nie obrażają. Jeszcze. A ja się np. obrażam, bo to modne jest. Na wszystkich po kolei, bo na każdego (no prawie, nie patrz tak na mnie xP) coś się znajdzie, jakiś hak, jakiś powód, by znienawidzić, lub coś w ten deseń. Bo ludzie są niefajni, nie lubię ich, nie wiem czego oni ode mnie chcą. Zajęliby się sobą.
Wczoraj była rocznica mojego przyjścia na świat, nie pamiętam tego dnia, ale podobno była to niedziela, co kalendarz zdaje się potwierdzać. Dzień jak każdy, z tym, że parę ludzi mnie złożyło życzenia, niby fajne, ale jednak z drugiej strony to się człowiekowi powinno życzyć dobrze przez cały rok, nie? Mimo wszystko dziękuję i życzę dalszych sukcesów w tworzeniu krótkich form życzeniowych. Ja np. krótko pisać nie umiem, bo się czuję niespełniony w takiej sytuacji. Najchętniej bym napisał poemat długości Pana Tadeusza, ale nie mam czasu i trochę motywacji. Zauważyłem, że ta motywacja to zależy również od stopnia realizacji swoich celów. Jeżeli jestem czemuś bliższy to i inne rzeczy łatwiej mi zrobić. Jakie to proste. Szkoda, że z planów nic nie wychodzi, a nawet jak już się jest blisko, to kamień spada i trzeba go wtaczać po raz kolejny.
Niedawno powstał, a raczej reaktywował się kolejny blog służący pozdrawianiu mnie, drugi już po Er`Trancerze. Jego autorem jest szeroko znany Petro, alias Forseti. Już w pierwszej nocie (i na razie ostatniej) jestem pozdrawiany bagatela dwa razy. O czymś to świadczy. Wolałbym jednak, żeby mnie kobiety pozdrawiały. Adres do Petra macie z boku, a kobiety niektóre mnie niby jednak wciąż pozdrawiają. Skorzystałem z możliwości i jednak doładowałem ten telefon, co to nieładowany przez trzy miesiące był i automatycznie się skierowałem do Małgorzaty W., która to dawno temu brylowała w komentarzach tutaj, a obecnie chyba odpoczywa od internetu. Doszło do wymiany około 30 smsów, co jest wynikiem średnim, aczkolwiek pozytywnym, trochę się poczuło jak za starych dawnych lat i tyle. Bo jakoś tak jest, że zawsze się musi trafić jedna dziołcha, co jest przy mnie. To "przy mnie" to można różnie interpretować, ale nie można zaprzeczyć temu, że tak jest. Rzadko się zdarza, by były to dwie piękności naraz, ale może... Zobaczymy. Jakby tak było to bym był w pełni zadowolony. A to trwa od wieeeelu lat i nikt tego nie zmieni. Może policzę, bo lubię liczby. Yyy. 8. Dobra cyfra, wprawdzie nie aż tak dobra jak 21, ale może być.
Wypadałoby skończyć i jakoś to wszystko ładnie podsumować. No to wam powiem, że to jest nota typowo blogowa, jakaś taka w nie moim stylu, ale jest. Takie o wszystkim i o niczym. Początek fajny jest, tylko będzie trudny do zrealizowania. Poza tym to w ogóle nudno się robi. Głupoty. Nudy.
Jeżeli uważasz, że zasługujesz na pozdrowienia ode mnie - czuj się pozdrowioną/pozdrowionym.
O komentarze tradycyjnie proszę, chociaż i tak się nie stosujecie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz