sobota, 24 października 2009

Kloc towarzyski.

Żyje wśród nas, większości społeczeństwa nie przeszkadzają, mają swoje rodziny, domki, być może mają nawet swoje życie, lecz jednostkom wybitnym, takim jak ja, uprzykrzają życie. Zazwyczaj się nie denerwuję, jestem oazą spokoju, mój spokój zresztą jest już zjawiskiem wręcz legendarnym, ale kloce mnie irytują. Być może ze względu na to, że nic poza głupotą nie potrafi mnie zdestabilizować. A taka wyrafinowana głupota, której sami jej sprawcy chyba nie są do końca świadomi...

Czym się zajmuje kloc? Kloc towarzyski mówi po to, by mówić. Pyta Cię np. o to jak tam u Ciebie ze zdrowiem, mimo że w rzeczywistości ma głęboko w poważaniu to, czy chorujesz, czy nie, czy umierasz na raka, czy może masz mortodemię. To całkowicie nieistotne! Liczy się tylko to, że mógł zaangażować parę sekund swojego życia w ten bezsensowny proces. W moim przypadku są to prawie zawsze sekundy, ze względu na to, że ze mną kloce nie mają łatwego życia. Udzielam zdawkowych odpowiedzi i nie daję się sprowokować do bezsensownej konwersacji o niczym. Już lepiej pobredzić niż gadać o totalnych oczywistościach, czyż nie? Klocom można dedykować słowa modlitwy św. Tomasza, która chyba już się na tym blogu pojawiała, chociaż nie ma pewności - "Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, ze muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek.". Zaś do mnie niech trafią inne słowa, kończące ten utwór - "Użycz mi chwalebnego uczucia, że czasem mogę się mylić. Zachowaj mnie dla ludzi, choć z niektórymi z nich doprawdy trudno wytrzymać."

Skąd się wzięła nazwa kloców? Z komiksu "Wilq - Superbohater". Niezwykłe zjawisko. Bardzo prymitywny humor, ale czyta się świetnie. Jak ktoś chce próbkę cytatów to może wbić na http://pl.wikiquote.org/wiki/Wilq_-_Superbohater, a następnie na wilq.pl. Szczerze polecam. Ale jak ktoś nie chce, to ja do tego nikogo nie zmuszę. No bo i po co? Są ważniejsze rzeczy do robienia niż jakieś komiksy to róbmy te rzeczy ważniejsze. Wszystko ma swoje priorytety, niestety.

P.S. Ja tu zacząłem pisać, a się chyba nikt tym nie przejmuje. W sumie dobrze. Bo są ważniejsze rzeczy niż jakieś tam blogi, ale... To nie jest jakiś tam blog. No więc?

3 komentarze:

er` Trancer pisze...

Bredzisz.

Anonimowy pisze...

On ma rację Long, to co opisuje nazywa się hipokryzją. Tylko widzisz Boyar... nie wiadomo czy i dlaczego. Z jednej strony można uznać, że pytania w tym stylu to nie pomoc, ale zaspokojenie swojego własnego sumienia i zniesienie poczucia winy za apatię. Z drugiej - są ludzie, na których zależy każdemu z nas - Tobie też. Naprawdę nie interesuje Cię jak się oni czują?

Anonimowy domokrążca.

Petro pisze...

Ja tam popieram.
Rodzina strasznie mnie ciśnie bym regularnie dzwonił do kogoś z nich i pytał o takie pierdoły właśnie, a ja nie lubię, zresztą podobnie mój brat. Najlepsze, że ta rodzina praktycznie nie istnieje, zbiera się jakoś na święta i to nie cała a potem znowu bum :P

A co do bloga
PIIIISZZZ DALEEEEEJ!