Nie chce mnie się spać, chociaż ku czynności tej udałem się około godziny 22ej. Po około godzinnym leżeniu na łożu postanowiłem wstać i udać się spowrotem ku tej maszynie, by ułożyć setki liter w tę właśnie notę. W międzyczasie Petro napisał smsa, że oto się już nie pojawię. Obecnie nie wierzy w to, że pojawiłem się tu nie z powodu jego wiadomości. Pomińmy jednak ten wątek i skupmy się na sednie sprawy - nie mogę zasnąć. Mam zapewne po raz kolejny rozstrojony zegar biologiczny, mimo że przez pierwsze dwa tygodnie września chodził on jak należy, a nawet wstawać o szóstej rano byłem w stanie. Teraz mnie się nie chce. Nie chcieć i chcieć to w gruncie rzeczy to samo, albowiem "nie chcieć" to znaczy "chcieć nie chcieć", wiecie kto to powiedział? Poranne wstawanie niewątpliwie kojarzy mnie się z jakże optymistyczną pieśnią "Tan", w której to słyszymy Wstać! To znowu nowy dzień, to poranne podróże, raz krócej raz dłużej, w obie strony przygarbiony, pochylony... i tak przez 12 minut, co daje takiego kopa, że aż się wstawać nie chce. W Jarocinie zagrali to w wersji trwającej minut 40, po czymś takim bym się zapewne popłakał. Jest to dosyć dziwne, acz charakterystyczne dla mnie, że bardziej mnie się podobają te dni co były kiedyś, a nie te co są teraz. Mimo, że gdy one były mówiłem coś innego. Czemu dni wesołe nie są? Trudno na takie pytanie odpowiadać, zwłaszcza, że zazwyczaj odpowiedź przyjdzie w złym humorze (no bo gdy sięma dobry humor to się takich pytań nie zadaje, co?), a to tylko uczucie klęski pogłębia.
Niedawno ktoś mądry zauważył, że szeroko rozumiane blogi ogólne z czasem stają się blogami bardzo osobistymi, zwłaszcza jeśli ich nikt nie czyta. Naturalnie poza autorem, który czyta swoje dzieło mimowolnie. U mnie jest podobnie, tak było z ostatnią notą, na całe szczęście już usuniętą, w której to mieliśmy wulgarną rozmowę dwóch osób, z których jedną byłem ja, prosty człowiek. Z tym prostym to może przegięcie, ale co tam. Tu i ówdzie jestem prosty, tam i siam jestem skomplikowany, niezrozumiały, enigmatyczny i tak dalej. Być może kiedyś nadejdzie kiedy to się zmieni, zwłaszcza, że takie coś dotyka wiele osób, które to osoby z czasem stają się przykładnymi obywatelami nie buntującymi się przeciwko niczemu, nawet przeciwko sobie. Bunt przeciwko własnym uczuciom! Ha! Głupie to i nielogiczne, ale czego się spodziewać?
Może więc tak wam dzieci poopowiadam co jest, a czego wy nie widzicie? W archiwum rzeczy niepublikowanych jest fragment (całkiem obszerny nawiasem mówiąc) opisu snu, w którym to śniło mi się, że byłem kobietą (a raczej niską czarnowłosą, czarnooką dziewczynką, której koleżanką była pewna Małgorzata), jest interpretacja pieśni miłosnych Kultu ("Lewe lewe lewe loff loff loff loff"), jest jakieś głupie coś, co ma tylko tytuł. A więc praktycznie nie ma nic, jest pustka literacka. Chyba, że mam opisywać historię bezdomnych uciekinierów. W sumie może być, wpisuje się w mój antymaterialitysczny ton.
Oto bowiem wuja, opisywany już tutaj wielokrotnie został wyrzucony z domu przez własną żonę. Żona jest głupia, co zresztą można i o wujku powiedzieć, aczkolwiek wujek jest sympatyczny. Po opisywanych tu już jego brytyjskich problemach popadł w długi, z których wypłacić się nie mógł. Polubiał również na nowo alkohol, skazał więc na wyrok przez ścięcie swoje białko. Niedawno zniknął, zostawiając list, w którym przedstawił swoją sytuację i plany na dalsze życie. Kilka dni temu pojawił się jednak na chwilę na nowo (w momencie, w którym ja straciłem nadzieję, w sprawach "swoich"), umył się, wykąpał i znowu uciekł, na dworzec. Żona jego ukochana wysłała wszystkie ciuchy Krzysztofa i zaczęła szukać drogi ku zdobyciu alimentów brakiem męża zupełnie się nie przejmując. Smutne jest to, że to jak zwykle chodzi o pieniądze...
A Boyarskiego z domu też chcą wyrzucić, zwłaszcza jego rodzicielka, która twierdzi, iż jest on nierobem i nic nie robi, co niejako wynika z pierwszego stwierdzenia. Z tym, że jak ja mam coś robić, jak nie mam motywacji? Gdyby wszystko szło jak należy to bym nadal był może i leniwym, ale jednak solidnym pracownikiem domowym. Ale nie, nie mogę, bo jestem uzależniony od własnych uczuć, ot taka niewola. I bredzę, co zaś skłania mnie ku temu by tę notę zakończyć, chociaż na sam koniec mam hm... abstrakcję pisarską...
Kulturalny pan pozna panią, która podzieli z nim swoje życie. Nieważne jest kim pani ta będzie, nieważne jak wyglądać będzie, choć dobrze by było, żeby swym wyglądem nie odpychała, ważne by chciała z panem być. Pan wymagań wielkich nie ma, chce tylko mieć ją w zasięgu w każdej nagłej potrzebie, chce by zapełniała mu pustkę, a swoją obecnością nie pozwalała myśleć o rzeczach negatywnych. Jeśli myślisz, że sprostasz tym wymaganiom i nie przeszkadza Ci dziwność pana kulturalnego - zgłoś się w komentarzach!
Dobranoc.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz