Siedzieli we dwóch, ogrzewając się w niezwykle mrożny dzień przy ognisku. Ogień zaczynał dogasać, a drewna już nie było. Były jednak inne łatowpalne przedmioty - książki. Jeden z nich - młodszy - patrzył ze zdumieniem jak kolejne mniej lub bardziej opasłe tomy tlą się w ogniu, zapewniając im ciepło. Ot i praktyczna cecha sztuki. Coś go podkusiło, zebrał kilka leżących na śniegu kartek - były to fragmenty "Monachomachii", oraz "Pana Tadeusza". Spojrzał na swego współtowarzysza i nieśmiało zapytał:
- Czytałeś to kiedyś?
- Ta... - odpowiedział od niechcenia starszy - jedno i drugie to to samo, tak samo napisane, tylko ludze inni.
Czy miałr rację? Czy oby na pewno "Pan Tadeusz", oraz "Wojna mnichów są do siebie urzekająco podobne? A może jednak nie, a starszy człowiek w rezczywistości nigdy nie czytał? Poszukajmy odpowiedzi.
"Monachomachia" Ignacego Krasickiego to, napisana wierszem, opowieść heroikomiczna. Opowiada ona fikcyjną historię wojny pomiędzy dwoma zakonami z miejscowości, w której na brak zakonników narzekać nie można. Ma ona za zadanie ośmieszyć mnichów, wskazać ich wady, hipokryzję oraz wiele innych negatywnych cech, co autorowi - który sam jest biskupem - wychodzi znakomicie, być może ze względu na bliską styczność z problemem. Całość jest podana w oprawie zupełnie nieadekwatnej do tematu - stylizowana jest na epos, a w szczególności na "Iliadę" Homera, co widać między innymi w rozgległych opisach bitew, czy przedmiotów (np. pucharu, którego opis wywołuje naturalne - oczywiście dla tych co greckie arcydzieło czytali - skojarzenie z opisem tarczy Achillesa).
Fragment "Monachomachii", który przyszło mi analizować dotyczy ostatniej bitwy wojny, która to bitwa, początkowo będąca "kulturalną" walką na słowa, stała się zwykłą bójką podobną do wielu pijackich, czy chociażby stadionowych burd. Jest to fragment bardzo reprezentacyjny dla całości utworu, albowiem zawiera on wszystko to co przez całą "Wojnę mnichów" się przewija, w tym dosyć absurdalne imiona postaci (jak np. Zefiryn, Gaudenty, czy inny Łukasz).
W kwestii warstwy "technicznej" - mamy rymy w kilkunastu (hiperbola autora pracy) różnych wersjach - parzyste, przeplatane, dokładne, oraz niedokładne. Nie brak także epitetów , oraz innych środków stylistycznych. Przepych, którego nie powstydziłby się i sam Homer, gdyby tylko treść poważniejsza była.
Młodszy przeczytał strony tworu Krasickiego kilkukrotnie zanosząc się śmiechem, był zadowolony, albowiem do tej pory nie wiedział, że mogą one śmieszyć. Ufając słowom starszego wziął do ręki resztki "Pana Tadeusza" licząc - jak się później okaże - bezzasadnie na kolejną dawkę dobrej zabawy ze słowami.
"Pan Tadeusz" to polska epopeja narodowa napisana przez wybitnego polskiego poetę, któy był Litwinem, a urodził się w miejscowości znajdującej się na terenie obecnej Białorusi, będącej w momencie pisania częścią Carstwa Rosyjskiego, rządzonego wtedy przez niemiecko-duńską dynastię o rosyjskim nazwisku. Pomińmy jednak ciekawostki geograficzno-historyczne niewarte tracenia na nie miejsca. Dzieło Mickiewicza to jeden z największych skarbów kultury. Opisuje ono losty ostatniego zajazdu na Litwie, w okresie kiedy to przez Europę przetaczały się wojska Napoleona, a na terenie Polski powstało częściowo niezależne Księstwo Warszaskie, iskra nadziei na pełną niepodległość. Taką samą iskrę tworzył Mickiewicz, pisząc swoją epopeję - oto nie wszystko stracone, a wolność powróci. Zapewne powrócić miała po kolejnym - właściwym romantykom - powstaniu ogólnonarodowym.
Rzeczony fragment opisuje bitwę pomiędzy siłami polskimi, a Moskalami, czyli Rosjanami. Bitwa ta jest przy okazji końcem tytułowego "ostatniego zajazdu na Litwie". Opis bytwy jest epicki, pisany oczywiście wierszem, trzynastozgłoskowcem. Zawiera między innymi homeryckie porównania (np. porównanie Brzytwy w szale bitewnym do niemieckiej młóckarni). Mamy także tradycyjne epitety, klasyczne porównania, czy równie zwyczajne rymy parzyste. Całość oczywiście po to, by dodać opisowi dramatyczności. Jedynym zaburzającym koncepcję elementem jest postać Płuta, który to całe zamieszanie przetrwał udając trupa leżącego w pokrzywach, co zbyt wygodne zapewnie było i pokazywało desperację owego osobnika.
-Pfff... - młodszy wydałz siebie dźwięk zażenowania, po czym cisnął mickiewiczowskimi rymami do ogniska. Starszy nie miał racji - to absolutnie różniące się od siebie dzieła mające tylko kilka cech wspólnych . Niedoszły fascynat polskiej literatury wstał i wyciągnął ręce ku ogniowi, by się ogrzać. Tak skończyła się jego przygoda z poezją.
"Monachomachia", oraz "Pan Tadeusz" są do siebie podobne w swym stylu - wysokim, oraz podniosłym, w każdym z tych dzieł ma on jednak zgoła inny cel - u Krasickiego jest to wywołanienie dodatkowego efektu śmieszności, a u Mickiewicza wysokim stylem zwiększamy powagę sytuacji. Użycie go w historii wojen zakapturzonych postacji jest niestosowne i nieodpowiednie do tematu - dość błahego. Różnice są jednak widoczne - w "Panu Tadeuszu" brak - za wyjątkiem Płuty - komizmu, bo i nie po to księgi pisane były. Różni się także treścią - abstrakcyjne pojedynki mnichów nie są ani trochę podobne do bohaterskiej walki o wolną i niepodległą ojczyznę. Dlatego też - w podobnych opakowaniach dostajemy zupełnie inne zawartości.
To była moja praca z polskiego. Dostałem 5. Dziękuję.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz