Pojawiają się znienacka. Podróżują dziwnie wyglądającymi pojazdami. Zjawiają się, kradną kasę, porywają ludzi i znikają. Wielu ich widziało, ale wciąż nie ma oficjalnych dowodów na ich istnienie. Gdziekolwiek się pojawią sieją zamęt, spustoszenie, panikę, pleśń i zdziwienie. Już wiecie o czym mówię? Dokładnie. Mowa o radiowozach. Już dawno powinienem zając się tą sprawą, lecz nie miałem odpowiedniej motywacji. Dopiero seria dziwnych spotkań z tymi niebieskimi pojazdami przekonała mnie do zbadania tej wielkiej tajemnicy.
Ludzi, którzy twierdzą, że widzieli radiowozy jest wyjątkowo dużo. Zacznijmy od małego Krzysia, który przeprowadzając swoją niewidomą babcię przez jezdnię o mało nie został rozjechany przez duży, niebieski pojazd z białym pasem na środku. Rysunek, sporządzony potem przez Krzysia, można dziś znaleźć w internecie. Czy Krzysio zmyślał, ponieważ chciał być sławny? Profesor Rumheistvagen, z uniwersytetu Schnytzelgebraten w Saltzburgu udowadnia, że Krzysio zmyślił całą tę historię. Argumentuje to faktem, że ośmiolatek dużo zarobił na udzielanych mediom wywiadach. Uważa ponadto iż radiowozy nie istnieją.
Zgoła innego zdania jest pani Genowefa Marciniszyn. Zeznała ona, że 5 kwietnia bieżącego roku jechała wraz z mężem z domu swojej bratanicy, kiedy wydarzyła się rzecz dziwna. Mianowicie zobaczyła niebiesko-czerwone światło w tylnym lusterku pojazdu, oraz usłyszała przerażający donośny dźwięk. Zeznaje iż brzmiał on 'yuuuu yuuuu yuuuu yuuu ym ym yuuu'. Taśmę z głosem pani Genowefy można nabyć na targu w Twardogórze, na stoisku Saszy i Miszy. Później samochód zajechał jej drogę i była zmuszona opuścić swój wehikuł. Jej mąż był w tym czasie 'niedysponowany' (przez stan upojenia alkoholowego). Radiowóz był mniejszy od tego opisanego przez Krzysia, co potwierdza teorię profesora Rumheistvagena. W każdym razie wysiadło z niego dwóch humanoidów koloru niebieskiego. Pani Genowefa postanowiła się bronić. "Ożeszkurwamać!Matkoboskaczęstchowskajasnacholerabumcykcyk!" - mówiła pani Gienia. Zabrali ją do swojej kwatery głównej. Pani Marciniszyn pamięta tylko pobyt w dużej izbie. Podobno była przypięta pasami do łóżka. "Porwali, zgwałcili, kasjankję zabrali!" - żywiołowo relacjonuje poszkodowana. Obudziła się gdzieś za miastem, a jej mąż w domu. Ten drugi nic nie pamięta.
Również moi 'znajomi' spotkali się z radiowozem. Spożywali pewne trunki na rynku, gdy jeden z nich pomachał flaszką w kierunku pewnego, małego, dziwnego przedmiotu zawieszonego na słupie, po czym wypiął się nań i charknął odbytem. Po pięciu minutach przyjechał radiowóz! Tym razem wysiadło z niego trzech niebieskich humanoidów. 'Kumple' chcieli się bronić, lecz ich przeciwnicy mieli takie dziwne pałki, czy coś takiego. Również nic nie pamiętają. Jeden tylko twierdzi coś, że przywiązali go do jakieś łóżka, w wielkiej sali z innymi 'kumplami'. Podobno nie było tam klamek i były kraty w jednym jedynym oknie. Obudzili się za wioską, bez dokumentów i prawa jazdy. Mieli siniaki na ciałach.
Wypadałoby również wspomnieć o obcym, którego widział cały Wrocław. Na ulicy był wielki korek, a na środku stał niebieski humanoid, w żółtej kamizelce z napisem zaczynającym się na "P" i wymachiwał do ludzi. Mama powiedziała mi, że to "pajac". Widać byłem za młody, by poznać tę straszną prawdę.
Jak więc widzicie radiowozy istnieją. Pojawiają się niespodziewanie, przypinają do łóżek i podobno gwałcą (ale w to nie radzę wierzyć). Jeśli kiedykolwiek widziałeś radiowóz - nie martw się. Nie jesteś sam. Oni są wśród nas.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


8 komentarzy:
Pierwszy! Wygrałem!
Ale HISTORYJA!
No zobacz ty, w Chinach miliardy ludzi, a komentować nikt nie chce...
Mój blog został zablokowany w Chinach, za to, że mówię prawdę na temat radiowozów.
Jutro kolego liczę na szczegółową relację z wzruszającego momentu przekroczenia progu liceum. Całe opakowanie chusteczek higienicznych już przygotowane.
Gaudeamus Igitur! :)
Jak zatamować krwotok z nosa Boyara:
• uspokoić Cutizziniego;
• posadzić go z głową pochyloną lekko do przodu, a nie do tyłu, jak radzono dawniej, bo krew spływająca do gardła wywołuje wymioty;
• kazać mu wydmuchać nos, aby usunąć zalegające tam skrzepy i płynną krew. Nie wkładać mu do nosa waty, gazy ani chusteczek;
• przycisnąć mocno palcem skrzydełko nosa do przegrody i trzymać tak cierpliwie przez dziesięć minut. Na nasadę nosa można położyć zimny okład.
Po zwolnieniu ucisku krwawienie powinno ustąpić. Jeszcze przez kilka godzin Boyar nie powinien się przemęczać, mocno wydmuchiwać nosa ani dłubać w nim. Jeśli krwawienie nie chce ustąpić lub wystąpiło po silnym urazie, trzeba iść z nim do lekarza. Także wtedy, gdy krwawienia nawracają.
Eh.. Student za dychę, kurde xP Czytanie ze zrozumienie - KROWOTOK! KROWO, a nie KRWO x)
Ty mi tu mów, jak Cię skocili dzisiaj w szkole, a nie krowiej po murzyńsku :-)
Prześlij komentarz