Goszcz.. Niewielka miejscowość nazywana chamsko wsią. Miejsce styku dwóch dróg. Jedna z Sycowa, druga z Milicza, akurat przed moim domem. Największe natężenie ruchu przypada na godziny od 13 do 15, kiedy to swoje miejsca pracy opuszczają pracownicy fabryk mebli - "Bodzio" i "Gawin".
Tego dnia, czyli dzisiaj, pech chciał, że ruch został wstrzymany. Kierowca Scanii, z przyczepą Schmitz stanął swoim Tirem praktycznie na zakręcie. Facet pomyślunku chyba nie miał, ale cóż - na milickich rejestracjach - więc nie ma co się dziwić. Wedle naocznej obserwacji urwała mu się kierownica. Jak się później okazało była to diagnoza zła, ale nie wyprzedzajmy faktów. Stojący truck na tyle utrudnił życie pozostałym uczestnikom ruchu, że poniektórzy, szczególnie inni 'Tirowcy' wymijali pechowca jeżdżąc po chodniku przy 'Domu starców', uszkadzając rynnę przy budynku.
Z czasem akcja się rozkręciła, bo do boju ruszył ulubieniec tłumów Jan Ługowski.
Tu mała informacja. Ługowski, ps. 'Babu' jest naszym miejscowym kioskarzem (nie mylić z 'koksiarzem!') w kiosku Ruchu. Zasłynął on jednak nie swoją pracą, lecz tym, że w wyborach samorządowych w roku 1998, jako kandydat na radnego, otrzymał on 0 (słownie : zero) głosów, albowiem nawet on sam na siebie głosu nie oddał.
Ługowski zgodnie z liberalnym konceptem 'nocnego stróża' ruszył potrzebującemu z odsieczą. W tym czasie kilku kolejnych kierowców zwiedziło chodnik. Trucker około 40 razy wsiadał i wysiadał do i ze swojego pojazdu, próbując go prawdopodobnie uruchomić. Wartym nadmienienia jest tu fakt, że samochód cały czas miał włączone prawe światło mijania, co by mogło sugerować, że bohater mojej opowieści zamierza popełnić samobójstwo uderzając w słup ogłoszeniowy, na którym dumnie przyklejone zostały reklamy występu Chóru Alexandrowa.
Kolejnym wielkim aktorem dzisiejszego przedstawienia był Bronisław Bernacki, ps. Kizia, ochrzczony okazyjnie przeze mnie mianem 'Rambo'. Rambo ze względu na dosyć charakterystyczne zakończenie czapki z daszkiem przypominające z wyglądu opaskę noszoną przez odgrywanego przez S. Stallone'a bohatera Ameryki i okolic. Epizod Ramba został jednak dosyć niemrawo napisany przez życiowego scenarzystę. Zdezorientowany doszedł do kiosku, rozejrzał się dookoła, a następnie udał się do swojego miejsca zamieszkania obserwując jednocześnie napis na TIRze, dumnie głoszący, że oto kierowca jest przedstawicielem 'Polskiej jazdy'.
Po wielu perturbacjach i kolejnych wycieczkach chodnikowych w końcu Scania została uruchomiona. W całej okolicy wybuchła radość, ludzie bili brawo, a prezydent zamierzał ogłosić nowe święto narodowe. Ha! Zgubna nadzieja! Kolos owszem ruszył się, lecz po chwili koła wyprodukowanego przez firmę Boss zablokowały się na krawężniku. Tak to jest jak zamiast używać porządnych Michelinów lub Bridgestone'ów , czy innych Continental używa się podejrzanych towarów zakupionych na bazarze. I tu zaczęła się prawdziwa droga przez mękę. Co chwila - input/output, próby poderwania auta do lotu, wyzywanie ruskich z bazaru ('co za gówno sprzedali!'), telefony na numer zaufania...
Ale ruszył. Po paru godzinach stania i ruszania się o 20 cm ruszył! Przyjechał jego kolega. Też trucker. Wedle relacji świadków zdarzenia pociągnął go w kierunku jego przeznaczenia. Pojechali i zapomnieli co to za dom publiczny w Goszczu zrobili.
I tu nasuwają się pytania, jak z Terminatora III. Czy maszyny, czyli wytwory naszej inwencji twórczej zbuntują się przeciwko nam? Czy staną wszystkie Tiry? Czy w końcu ktoś zderzy się z kioskiem niedoszłego radnego? Kiedy po raz kolejny ktoś zaparkuje u Maciaszczyków w kuchni? Te pytania to wbrew pozorom pytania inteligentne (jak i cały blog zresztą).
Motyw walki człowieka z maszyną ukazywany jest również w kinematografii japońskiej, między innymi w obrazie 'Godzilla vs. Mechagodzilla', gdzie to buntującym się jest maszyna, stworzona - o ironio - do obrony ludzkości. Innym takim tworem są również ostatnio wyświetlane w kinach 'Transformersy', aczkolwiek Ci w większości są kumplami ludzi. Ale czy jest pewność, że pod maską Scanii nie był ukryty Mechagodzilla, bądź inny Deceptykon?
Teraz pozostaje pytanie - czy kiedyś dojdzie do tego, że rzuci się na mnie mixer? Mikrofalówka zamknie mnie w środku? Zdarzyło się bowiem już raz, że Żelazko zdradzał Kuchnię Gazową z Sokowirówką, a następnie uciekli mi z kuchni i zamieszkali w Ekwadorze...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


5 komentarzy:
A masz tu ten jeden komentarz; musisz w końcu z czegoś rodzinę wyżywić...
Blog nieżywy, no ładnie.
Hahaha
E tam już nieżywy. Głupoty gadasz. Żyje, ale zapadł w sen jesienno-zimowy. No.
pisz cos!
Prześlij komentarz