Pierwszy post, albo i nawet nota w roku pańskim 2009. Czy wam również jest trudno się przełączyć na pisanie nowej daty rocznej w różnego rodzaju dokumentach, lub nawet zeszytach? Mnie jakoś nie, ale zawsze mnie śmieszyła taka fala śmiechów i chichów z tym związana, występująca głównie przez pierwsze dwa tygodnie i objawiająca się przede wszystkim nagłym i niespodziewanym rzucaniem tekstem "O Boże, napisałem/am 2008, ale ze mnie debil/idiotka!". Strasznie to irytujące jest dla mnie, lecz ludzie mają setki takich niewielkich wynaturzeń, które dla mnie są całkowicie niepojętymi rzeczami. W trakcie noworocznego pokazu sztucznych ogni, które oczywiście latały centralnie nad moim domem zacząłem się zastanawiać nad jedną z takich dziwnych rzeczy. Otóż wyobraźmy sobie, że akurat w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia kosmici wybrali sobie Ziemią jako cel swojego ataku. I co widzą? Tłum dziwnych humanoidów strzela sobie czymś w niebo i świętują to, że są starsi o rok i bliżsi śmierci. No nie ma co, okazja idealna. Z innej strony mogą także popatrzeć na nas i z przerażeniem odlecieć - wszak mamy doskonały system obrony przeciwlotniczej, różnego rodzaju flary, etc., etc. Strach się bać.
Nota ma tytuł "Cel", lecz nie tylko o celowanie w Ziemię tu będzie. Będzie o militarystycznych porównaniach, co ja lubię, a wy zapewne nie. Niestety, jesteście tak wiernymi czytelnikami, że przeczytać to musicie. Znów będzie potrzebne myślenie. Mamy taką oto sytuację około wojenną - jest wielkie miasto, piękne, a do tego zapewniające przewagę strategiczną, oraz gospodarczą, lecz niestety bardzo dobrze bronione. Rozpoczyna się wojna i w kierunku miasta ruszają różnorakie typy wojska, cuda na kiju i w ogóle. W tym gdzieś tam z tyłu czai się jakaś piękna dywizja pancerniaków pod dowództwem takiego Boyarskiego. I ruszają, rozwalone zostają linie obrony, ktoś wkracza do miasta, nie niszcząc miasta właściwego, przez co zmieniają się jedynie jego właściwości obronne, nie traci nic ze swojego piękna, wciąż piękne świeci nad oceanem pustek, małych wiosek, innych dupereli. Tylko zdobyć łatwiej i utrzymać trudniej. I korzystamy z okazji, atakujemy, piękny manewr oskrzydlenia, zajmujemy co zająć mamy niszcząc przy tym jednak to i owo, załóżmy elektrownię, przez co nie ma światła i blasku. Ale cel pozostaje celem.
Ale cel się liczy i po jakimś czasie Boyarski zostaje wyparty, no cóż, nawet największy taktyk może dać przysłowiowej dupy i target przechodzi w kogoś innego posiadanie, oczywiście bez strat. No i tak sobie wyobraźcie kilkadziesiąt razy, że z celu nic nie ma. Więc po co się bić? O prestiż? Skoro wszystkie siły są rzucone w jedno miejsce to logiczne, że gdzieś czeka na nas coś lepszego, a jednocześnie dużo łatwiejsze do zdobycia. Bo prestiż się w rzeczywistości nie liczy. Trzeba umieć wykorzystywać oczy. I nie pchać się tam, gdzie się wszyscy pchają. Nie ma żadnego szczęścia ze zdobycia czegoś, co może mieć praktycznie każdy. Tu się ujawnia między innymi mój elitaryzm, bo Boyar sobie postanowił w takich gierkach nie brać udziału i się spokojnie swojego "haremu" trzymać. I tu już kapliwi wiedzą o co chodzi, niekapliwi nie wiedzą, mają więc pecha. A ja zaczynam rozumieć, że się chyba neofitą stałem. To raczej źle, bo nie może być tak, że bije ode mnie tradycyjna katolicka nienawiść, to nie w moim stylu, tak mogą się zachowywać jakieś łosie, ciecie, czy inni kretyni. A najlepiej połączenie tego wszystkiego z dodatkiem tego i owego klejącego się czegoś na włosach.
No właśnie, postanowienia noworoczne. Kolejna dziwna rzecz. Ludziki wykorzystują sobie zmianę ostatniej cyferki w dacie to prób - najczęściej nieudanych - zmian w swoim życiu. Dlaczego myślą, że skoro im się przez cały rok nie udawało uda się akurat teraz? Czyżby mieli jakieś problemy związane z własną osobowością? A może po prostu dołączają do trend, by coś zmieniać, byleby zmienić? Ja mam jedno postanowienie, lecz ono wyszło niejako przy okazji noworocznych rozmyślań i tego się trzymmy (czytać na głos). I było w poprzednich dwóch akapitach zawarte. Kto wie co się dzieje ten wie, kto ma uszy niech posłyszy. A apokalipsa jest bliska. Być może powinienem jednak dołączyć jakieś konkretne postanowienie. A mianowicie takie, by pisać rzeczy trzymające się kupy. Chociaż ja tych rzeczy nie lubię, gdyż po prostu kupa śmierdzi, a jak ktoś się trzyma kupy to ma ręce ubrudzone. Ja w tym udziału nie chcę brać, odcinam się całkowicie. Izolacja. Piosenka o Gównie mnie się przypomina. Przedziwny swąd nagle miastem zawładnął jakby na miasto jakieś gówno spadło...
Wiecie, że w tym roku 2009 obecnie na 1 dzień przypada jeden post? To wiekopomny sukces jak na moją leniwość, chociaż zdecydowanie odbija się to na jakości, lub na zwyczajnym braku tejże jakości. Życzę wam jednak, by się jakość poprawiła, a częstotliwość nie spadła. Arivederzzi kamraci.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


4 komentarze:
Hej, ja zawsze się pytam na kolokwiach "który dzisiaj jest?", bo nigdy nie wiem... po prostu data mi łatwo ucieka, nie czepiaj się ;d.
Zgadzam się z Tobą. Wszyscy podchodzą do nowego roku jako do czegoś "innego", jakby życie zaczynali od nowa albo coś w tym stylu. Wyznaczają sobie cele noworoczne, a i tak ich - powiedzmy sobie szczerze - nie zrealizują. To nie ma najmniejszego sensu.
Trzymaj dalej ten 1 post na 1 jeden dzień ;).
Osobiście lubię wszystkie porównania, przez co militarystyczne też. Popieram tok myślenia zawarty w tymże porównaniu ;)
A z postanowieniami noworocznymi to chyba jest tak, że człowiek potrzebuje jakiegoś punktu zaczepnego, że tak powiem. A że NOWY rok silą rzeczy kojarzy się z czymś nowym, to zdaje się, że łatwiej będzie coś zmienić. Bo dlaczego na przykład mało kto (a może nawet nikt) nie postanawia sobie np. "OD TEJ CHWILI przestaję palić" tylko 'od jutra' albo 'od następnego tygodnia'. Zmiana daty możliwe, że daje pewne złudzenie, że można zacząć od nowa, a to jest tylko dzień po wczoraj, a jeśli wczoraj nie udało ci się nic zmienić, to dlaczego dzisiaj ma się udać? Wszystko zależy raczej od tego czy ktoś jest konsekwentny, a nie od daty. Ale cóż, ludzie tego chyba nie rozumieją.
Bredzisz, synu.
Wlasnie widze jeden post na jeden dzien...
Prześlij komentarz