wtorek, 2 grudnia 2008

Boyarska.

Znowu miałem powalony mega-sen. Tym razem nawet bez dziur w nim, jeden wielki ciąg. I do tego z różną narracją, rozbudowaną fabułą i tak dalej i tak dalej. Oczywiście jak zwykle w tym wszystkim trudno doszukać się najważniejszego - sensu. Nie ma co tu tworzyć jakiś ceregieli, więc piszemy.

Sen zaczął się w ciemnym pomieszczeniu jakim był pokój w drugiej części mojego domu, w którym to pokoju zazwyczaj sypia mój idiotyczny brat. Za oknem panowała noc, a więc logiczne jest, że i w mieszkaniu były ciemności. Oprócz mnie znajdował się tam Krzysztof Ż., opisywany już tu nie raz. Krzysztof pokazał się w tym śnie z dziwnej, nieznanej mi strony - otóż z głośników, czy raczej z telefonu (tak to brzmiało, mimo, że słuchawka była położona) sączył się hardkorowy punk rock w wykonaniu Siekiery, z utworem "Było tylko czterech nas". O zespole tym trochę czytałem zanim poszedłem spać, więc być może stąd się to wzięło. Wuja zdawał się być zainteresowany tymi dźwiękami, wypowiadał się o tym pozytywnie, a moje słowa o tym, że Siekiera zagrała tylko 6 koncertów skomentował słowami "Noszkurwa". Po tym wyrafinowanym wulgaryzmie wyszedłem przez okno i udałem się do lasu.

Znalazłem się po tym exodusie w Bukowinie Sycowskiej, na polnej drodze prowadzącej z przystanku autobusowego do domu Pacynów, czyli mojej co by nie było rodziny. Niestety, znowu nie byłem sam i znowu byłem z idiotą, tym razem był to człowiek o takich samych jak ja inicjałach i imieniu - Paweł B., którego idiotyzm towarzyszy mi od najmłodszych latach. Potem się dziwicie, że ja ludzi nie lubię. Było bardzo zimno, Bojarski jak i to drugie byli ubrani w kurtki. Szedłem z nim, a on groził, że kogoś zabije. Prawdopodobnie był w stanie wskazującym na spożycie, gdyż co chwila wywracał się. W końcu nie wytrzymałem, kopnąłem leżącego w brzuch i zabrałem mu pistolet, który następnie schowałem do kieszeni kurtki. Osobnik ów zaś wylądował w kałuży i zaczął zamarzać. Poszlim dalej.

Kolejnym checkpointem była ulica Sycowska w Goszczu, miejsce gdzie zazwyczaj znajduje się Fabryka Mebli "Bodzio", tym razem jednak krajobraz uległ - nomen omen - przemeblowaniu. W miejscu pracy wieluset ludzi stał hipermarket, prawdopodobnie Kaufland. Popatrzyłem na sklep, a następnie na mojego towarzysza drogi - ostatecznie zamarzał i chyba umierał, nie mam pojęcia, w każdym bądź razie - stanął w miejscu i przestał się ruszać. Aż chciałoby się powiedzieć - w końcu!, ale aż tak wredny publicznie nie jestem. Zmierzając ku supersklepowi zacząłem czuć, iż kiedyś już tam byłem, lecz ostatnim razem nie udało mnie się tam wejść - nie wpuścili mnie, bądź nie znalazłem wejścia. Teraz jednak wejść się udało - wziąłem wózek i przejechałem przez te ich dziwne marketowe wejście. Wózek prędko gdzieś zgubiłem i...

... Znalazłem się w magazynie tegoż hiperferdexu. Znowu było ciemno, więc postanowiłem użyć noktowizora. Nie mam pojęcia skąd się taki sprzęt wziął w moim posiadaniu. Najpierw włączyłem światło czerwone - nic nie widać, później zielone - tak samo. Ostatecznie uruchomiłem jakąś lampkę świecącą trochę jak lampa górnicza i zacząłem nią przeszukiwać teren w poszukiwaniu czegoś lub kogoś. I znalazłem. Stała taka niska dziewczyna, blada jak ja, czarne włosy, oczy piwne, ogólnie wydawała mi się jakaś taka, yyy brzydka? No nie wpasowywała się w moje postrzeganie kobiecego piękna w tamtym śnie. Wychodzimy razem z magazynu.

I tu mamy niezłą konsternację. Wcielam się w nią i razem z zielonooką blond pięknością, która kiedyś mi się już śniła idę ku drzwiom. Otwieram je i się znajduję w jakiejś podrasowanej wersji gimnazjum w Twardogórze - gwar, pełno ludzi, jak to na przerwach. Teraz będę stosować manierę żeńską w pisaniu. Znaczy będę stosowała. Razem ze swoją koleżanką idę przez te tłumy w kierunku toalety, bądź kibla. Wchodzę do środka, patrzę na kafelki, ładne, zielone, ale co by nie było bardziej wyglądają mi na te ze szkoły w Goszczu, do której chyba chodziłam. Zielonooka mówi mi, że zaraz poznamy prawdę, a ja zdziwiona patrzę na ludzi w środku. Cóż, mówię rzeczy chamskie, czepiają się, wytykają błędy, wady i ogólnie jest nieładnie, aż w końcu dochodzimy do Bojarskiego. Hah. Tu już odzywa się moje sumienie jako narrator, albowiem boję się, że dołączę do ogółu tych krytyków, lecz oto nie! Bojarski mówi coś neutralnego, że oto nie ma do mnie zarzutów i, że nawet fajną dziewczyną jestem, tylko trochę taką dziwną. W tym momencie przestaję być kobietą w czerni i jako tow. Boyarow wyłażę na hol. Tam znajduję Dawida W., ps. "Smarek", który prosi mnie bym mu popilnował plecaka. Więc wyświadczam mu przysługę i zostaję pilnując tego co pilnuję. W międzyczasie obok mnie przebiegły wspominane już dwie dziołchy.

Schodzę w dół, schodami niżej, w kierunku klasy tzw. muzycznej, gdzie o dziwo najczęściej były lekcje matematyki, oraz historii. Znajduję się tym razem wśród jakichś znajomych, same koleżanki i w tym momencie ponownie czuję, że jestem kobietą, a raczej - dziewczyną, gdyż jakaś różnica pomiędzy tymi dwiema określeniami jest. Tym razem napastują mnie jakieś sekcje telewizyjne, ogólnie istna atmosfera zainteresowania moją postacią. Ciekawe czy miało to jakiś związek z moją transseksualnością oneiryczną... Pomijając te dywagację jako kobieta wchodzę do klasy, lecz już jako zwykły Boyar się w niej znajduję, siedziąc sobie po lewej stronie pomieszczenia, natomiast ja żeńska siedzę po prawej. Oba wcielenia siedzą samemu. Wcielenie żeńskie jest wyraźnie zaczepiane przez pewną dziołchę z Nowej Wsi Goszczańskiej, a we wcieleniu męskim coś się budzi, pewne specyficzne uczucie. Otóż tow. Boyarski wie, że tow. Boyarska jest brzydka jakaś, lecz coraz bardziej zaczyna mu się podobać.

W tym momencie dochodzi do sceny walki. Może nie jest to walka porównywana z wielkimi bojami Krzyżaków, czy innych Krzyżowców, ale to również coś. Byłem dumny, że dziewczyna ta pięknym jakbyto rzutem wyrzuca natrętną idiotkę przez okno budynku, tak że tamta ląduje gdzieś nisko na ziemi zaliczając bliskie spotkanie III stopnia z podłożem. Lekcja się zakończyła, a wypadającymi postaciami nikt specjalnie się nie przejął. Ja wiedziałem zaś, że ta, co rzut ma niezły jest już dla mnie kimś szczególnym, co jest wyraźną zmianą w porównaniu do sytuacji z początku snu. Ważnym faktem jest to, że w klasie przebywał ten, który pod Kauflandem zamarzł, a więc jednak - niestety - przeżył.

Wychodzę z klasy, przechodzę przez korytarz i docieram tym razem do jakiegoś szpitalu, o wyraźnie zielonej barwie. Ściany są w takich kolorach pomalowane. Przez cały szpital wędruję z moją rodzicielką, matką, Teresą. Dochodzę do jednej z sal, która to sala wywołuje we mnie wspomnienia jakgdybym w niej kiedyś leżał. Teorię tą zdaje się potwierdzać moje zachowanie, gdyż szukam baterii od odtwarzacza mp3, które to baterie rzekomo tam zostawiłem. Potwierdza to również moja matka, która mówi, że w sali obok leżeli Kraska i Fiołka, a wybuch również ich dosięgnął. Nie mam pojęcia co to za wybuch, gdyż we śnie nie został w żaden sposób przedstawiony. Panowie K. i F. są z Liceum Ogólnokształcącego w Sycowie, natomiast akcja snu w dużej mierze rozgrywała się w Gimnazjum w Twardogórze, co jest jedną z kilku sprzeczności.

Sen kończy się wyjściem, wyjściem z budynku, lecz nie z matką, a z dziewczyną. Z niską czarnowłosą, piwnooką bladą dziewczyną. Kim ona jest? Nie wiem. Nie spotkałem takiej. Ciekawe jest czy kiedykolwiek spotkam, ale to temat na głębsze rozważania. Kaniec.

4 komentarze:

:* pisze...

Wow, niezła delira...

Petro pisze...

Primo - jak spotkasz to napisz, niezły schiz to by był :D
Secundo - niezła pamięć do snów, ćwiczyłeś ich zapamiętywanie? :P
Tertio - opisz bardziej jak się czułeś w dwóch płciach na raz xD bo to ciekawe jest poniekąd :D i chore chyba też.
Ogólnie, to mówiłem ci byś zalewajki ze sromotników nie jadł. Potem masz takie fazy ;p tschuss

er` Trancer pisze...

Ty jakies chore jazdy masz w nocy :)

Riotka pisze...

Mnie się kiedyś śniło, że byłam facetem. Brr.