poniedziałek, 1 grudnia 2008

Ciemno.

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego rozmowy osób niewidocznych na gadu-gadu nie wytwarzają szumów? Ja się nagle zacząłem zastanawiać dzisiaj, kiedy niejako od niechcenia, przy okazji tej to przymusowo przedłużonej wizyty w internecie napisałem do pewnej damy z Sycowa, a ta o dziwo mi odpisała.  I teraz sobie myślę. Na liście mam ok. 110 osób, z czego jakiejś 50stki nigdy nie widziałem w wersji dostępnej, bądź zaraz wracającej, lecz mam pewność, że te osoby gdzieś sobie latają, rozmawiają, prowadzą żywiołowe dyskusje, etc., etc.  Bardzo często robią to (nie, nie to, zboczeńcy!) z innymi niewidocznymi wytwarzając tym samym szum, którego nie słychać. 
I tu mamy sobie pewną dziwną teorię filozoficzną, nie wiem czyjego autorstwa.  Otóż teoria ta zakłada, że poza mną nie ma świata. Nie istnieje więc nic za monitorem, na który teraz patrzę, dopóty dopóki nie zajrzę za niego. Proste i genialne. Ale nie do końca, bo coś się jednak z tymi ludźmi tak naprawdę dzieje. Ta teoria jest więc w grunie rzeczy do zadu, odpuścmy sobie ją.
Wynaturzenia w godzinach nocnych są wręcz normalnością, zwłaszcza, że bardzo często mózg wchodzi w fale alfa. Fale alfa są bliskie falom z marzeń sennych, przez co zwiększa nam się wyobrażnia i tak dalej. Ostatnio na tych falach uczyłem się fizyki i nawet to, czego się nauczyłem, polubiałem. Prawo Hooke'a nie jest złe. Poprawę sprawdzianu napisałem całkiem dobrze, chociaż nie ustrzegłem się pewnych błędów, oraz nie do końca potrafiłem rozwiązać zadania z prawem Ohma, którego to prawa się nauczyłem, aczkolwiek kiedyś umiałem. W gimnazjum.
W gimnazjum miałem bardzo fajnego nauczyciela fizyki. Gościu miał nerwy ze stali, niczym jakiś saper, w odległości kilku centymetrów od jego głowy latały dynie, a on nie wzruszony jedynie pytał kto tą dynią rzucał. Ja oczywiście nie rzucałem, choć niejedna dynia mi na ławce wylądowała.
Właśnie - ławka. W gimnazjum siedziałem sobie sam. Może z tego względu, że liczba osób w klasie była nieparzysta, a może z tego, że tak lubiałem. W każdym bądź razie siedziało się samemu i spało się na polskim.  A spało się także normalnie w nocy i mi się śniło, że siedziałem sobie z Małgorzatą, która we śnie nie była podobna do siebie, ale za to mnie się podobało to. Teraz siedzę z Hohenkraską, ot i szlachta się trzyma razem.
Kolejna tu różnica. W gimnazjum szlachty jakby więcej było, w liceum - jak na lekarstwo. Z przedstawicieli męskich mamy tylko trzech, z czego jeden jest idiotą, który nazwisko szlacheckie ma zapewne przez przypadek. Pozostałych dwóch to ja i wspominany Kraska. 
Ale wróćmy do rzeczy przyjemniejszych. Niedawno kolejnych dwóch ludziów stwierdziło, że tow. Małgorzata wygląda jakby była moją siostrą. Osobiście uważam to za nieprawdę, jest dużo ładniejsza ode mnie i w ogóle, ale sama jakoś nie protestowała. Brakujące ogniwo rodziny odnalazło się po latach. I wreszczie, bo do tej pory żadna kuzynka, czy inne takie patałajstwo się mi nie podobała. Po prostu brzydkie są, nie oszukujmy się.
Dlatego też się Boyarscy panowie żenią z ładnymi kobietami, by równowaga była. Choć tu też nie zawsze. Wszędzie się znajdą jakieś wyjątki. 
Zauważyłem, rozpoczynając kolejny akapit, że w gruncie rzeczy gadam od rzeczy. W gruncie rzeczy to szuka archeolog. Boże, skończ to...

2 komentarze:

Petro pisze...

Pierdzielisz, ale o 00:57 miło się czyta nawet takie bzdury :D zwłaszcza jak dla nich się odkłada naukę angielskiego i spanie.. nie chcę by jutro nadeszło ;p a w sumie już jest.

No, też sobie pobredziłem.

:* pisze...

Bojar jak zawsze w formie ^^. A ja tam od razu owe "to" skojarzyłem po zboczeńskiemu ;P.