Pamiętacie lustro z poprzedniej noty? Na pewno pamiętacie. Wczoraj - tak jak przypuszczałem - kopnąłem w nie, lecz na całe szczęście nie rozwaliłem go. Łapka na myszy nie ruszyła się na całe szczęście, dziwnie by było gdyby doszło do złapania mnie na taką prymitywną pułapkę. Ciekawi mnie sadyzm twórców tego czegoś, wszak jest to pełny sadyzm, w najczystszej postaci. Wyobrażmy sobie małą, puszystą myszkę, która w zimny, grudniowy wieczór wybrała sobie akurat nasz dom na miejsce nocowania. Jest głodna, gdyż od kilku dni nie jadła, zimą o pożywienie na dworze jest wybitnie trudno. I nagle dostrzega ona kawałek pysznego żółtego sera, lub równie pysznej różowiutkiej szyneczki na drewnianym czymś. Jej oczy świecą się, pojawiają się delikatne iskierki, na mysiej twarzy rysuje się mysi uśmiech. Nasza bohaterka rusza ku śniadaniu/obiadowi/kolacji i nagle ma, bierze w usta ser, co powoduje uruchomienie mechanizmu, zostaje przygnieciona, jej wnętrzności rozrywają pokrytą futerkiem skórę, ginie w potwornych męczarniach. A chciała tylko się najeść. To nie musotarne.
Wczoraj była wigilia. Tak jest, wigilia święta narodzenia Boga Słońca Saturna, czy kogoś takiego. Tymczasem wigilia święta narodzenia Jezusa Chrystusa wypadać powinna kiedy indziej, w każdym bądź razie nie w grudniu. W grudniu, nawet w Judei jest za zimno, by nocami dzieci rodzić. Czytałem kiedyś, w jakimś dziwnym źródle, że święta były obchodzone w maju, co byłoby dosyć logicznym rozwiązaniem. A sama wigilia? No cóż, u mnie to wyglądało tak, że wszyscy cały dzień się do tego gotowali, a ja spałem sobie smacznie do 15:30. Później nastąpiło jakieś dziwne coś i o 17ej czytałem Pismo, po którego przeczytaniu nagle obalił się stół. Oczywiście nie całkowicie, lecz taka śruba co służy do podwyższenia stołu nie wytrzymała napięcia i perfidnie odpadła. Po chwili to samo stało się z drugą, a wujek Krzysztof bliskim zawału był. Cała kolacja została zjedzona w przeciągu 40 minut. I na co było się tyle czasu szykować, a?
Za rok wigilia będzie inna. Ustaliłem wstępnie z tow. Długim, iż zrobimy ją w myśl nowoczesnej, jeszcze niewprowadzonej tradycji. Na stole wigilijny znajdzie się 12 różnych rodzajów alkoholi, każdy symbolizujący jednego apostoła. Ten najgorszy będzie Judaszem, zapewne będzie to gin. Dlaczego tak? A kto dzisiaj robi tradycyjne 12 potraw? Nikt? Jakieś świry? Nie... Nikt. Chociaż mógłbym mieć wątpliwości, często - a jeszcze częściej w filmach - widać amerykańską Polonię kultywującą ojczyste tradycje. W tym swoim kultywowaniu są oni nierzadko bardziej polscy niż Polacy właściwi, co jest bardzo śmieszne i śmieszy mnie osobiście. Kontynuując temat filmów - Kanadyjczycy, czyli mieszkańcy mojej ulubionej wsi, nakręcili film o polskim weselu. Czyż nie jest to w pewien sposób absurdalne?
A latem mamy pracujące w pocie czoła mrówki. Nasze dzielne mróweczki pracujące dla swojej mrówczanej ojczyzny znalazły sobie źródło zaopatrzenia pod naszym zlewem, gdzie się tłumnie zamnożyły. Słowa "zamnożyć" nie ma w słowniku, lecz uwierzcie mi, iż ono istnieje naprawdę. Więc nasze mrówki w pocie czoła zbierają wszystko co się zebrać da, by przekazać to swojej mrówczanej królowej. Niewątpliwie feministki cieszą się teraz z tego powodu. Zmierzajmy jednak do konkluzji. Wczujcie się, moi drodzy czytelnicy, w taką mrówkę. A raczej w takiego mrówka, który to mrówek wyruszył na "łowy". Rozgląda on się, dotyka wszystkiego swoimi czółkami i nagle widzi. Widzi coś czerwonego, coś co być może jest kolejnym smakowitym kąskiem, coś co może być bardzo dobrym podarkiem dla królowej. Bierze więc na swoje plecy ową czerwoną grudę i rusza do swojej siedziby. Tam mrówki to konsumują i wszystkie zdychają, a tylko dlatego, że chciały się przysłużyć mrówczej kobiecie...
Karta graficzna po ciężkim boju zainstalowana. Radość? Oczywiście. Tylko do czego jest mi ona potrzebna? Nie wiem. Zapytajcie brata, ja i tak na niej (i na nim przy okazji też) zarobię. Lecz komputer nadal nieposłuszny jest. Na przykład kamera internetowa odmówiła posłuszeństwo. Być może po tym jak ukończyłem misję "Install a graphic car" nadeszła misja "Repair webcam". Tylko co jest w ostatniej misji? "Make a child"? Nie... Chyba nie, chociaż takie zakończenie by się mi w miarę podobało. Być może wielu spodziewało się tu jakiejś epic notki. Lecz nie, to nie dzisiaj, dzisiaj, o godzinie 4:15 ręce odmawiają mi posłuszeństwa. Nogi działają jak należy, lecz nogami pisać nie będę, gdyż jest to cholernie niewygodne. Dlaczego siedzę do tej godziny? Nie chciejcie wiedzieć, bo ja sam nie wiem. A nie może dojść do sytuacji, w której to wy wiecie więcej o mnie niż ja wiem sam. Dziękuję. Dobranoc.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


7 komentarzy:
Ależ Cię wzięło na wczuwanie się w zwierzątka ;d.
Jakiś greenpeace'owiec, czy co?
1. To z myszką popieram. Gdzieś, chyba w którymś stanie ameryki zabronione jest używanie takich łapek na myszy. Mają inne, które łapią je bez robienia im krzywdy. Ale pewnie są droższe i kto niby będzie się myszami przejmował.
2. Kobiety raczej nie mogą wybrać sobie pory dnia ani roku, w której chcą urodzić dziecko. :P
3. Wraz z postępem tradycja umiera. Taka wigilia to niezły pomysł ;D
Gdzie tam, precz z ekologią xP
Odpowiedzi:
1. No.
2. Ale jak to było niepokalane poczęcie to chyba logik, że by wybrano jakiś normalniejszy termin. Poza tym ciężko byłoby na takim mrozie w stajni wytrzymać.
3. No.
No... Bojar wylewny jak zawsze ;d.
1 i 3 mi się podoba xD
2.W sumie niby racja, ale powiedz mi, gdzie w całej biblii czy piśmie świętym jakaś logika? ;P Poza tym, możliwe, że chodziło też o nadanie dramatyzmu całej akcji.xD Wiesz, nie mają się gdzie podziać, zima, na dworze piździ, a tu się ma zbawiciel urodzić!
Dużo logiki jest, wbrew pozorom, tylko raz na jakiś czas ktoś komuś jakimś cudem trzaśnie xD
No, ale skoro Jezus stał się człowiekiem to jak człowiek mógł zamarznąć i z wielkiej operacji "Zbawienie" nic by nie było, trzeba by było znaleźć kolejną Maryję, znowu wysłać archanioła, wiesz ile to jest roboty, jakie to są koszta? xD
Poza tym nawet w kolędach śpiewają o pasterzach. No gdzie na taki mróz wypas kóz robić?! xP
A no widzisz i tu jest caly cud, nie. Zimno, cimno i śmierdzi, a dzieciak daje radę. Taki trochę superhero.
Co ty myślisz, ze kozy w zimę to nie jedzą? xD Poza tym pasterz jest pasterzem nawet wtedy jak nie wypasa swoich owiec, kóz czy innych takich :P
Prześlij komentarz