poniedziałek, 22 grudnia 2008

Burza mózgów.

Burza szaleje, pioruny uderzają, a mój mózg pływa po oceanie mojego umysłu omijając przeszkodzy w postaci durnowatych myśli, których to myśli nigdy mnie nie brakuje. Prognozy pogody nie zapowiadały opadów głupoty, lecz niżowy front znad Łodzi spowodował nagłe załamanie i oberwanie chmury z idiotyzmami. Dla niektórych idiotyzmem na pewno będzie mój czasowy zwrot w kierunku rapu. Nie jest to jakieś całkowite przemieszczenie się na takie pozycje, lecz po prostu posłuchałem tego i owego. Abradaba konkretniej, bo lubię. Lubię Kaliber 44 i tyle. Ale nie lubię wciaż 99 999 innych rapowych zespołów i to się nie powinno zmienić. Jest delikatna różnica w słuchaniu jakichś pozytwnych rytmów, a słuchaniu pseudo gangsta rapu, w którym to rapowane jest o żenująco niskim poziomie życia, kiedy to w teledyskach występują jakieś super wypasione fury. Super wypasione fury są dla super wypasionych ziomów.

Kryzys ekonomiczny jest. Unawidoczniony jest np. w grze giełdowej, w której mam celność uczestniczyć, gdzie to zaliczyłem potężny spadek rzędu 13 złotych w porównaniu do sesji poprzedniej. Poważnie zastanawiałem się nad skokiem przez okno, lecz było zbyt zimno, by je otwierać. Co ciekawe pod oknem z mojego pokoju stoi szafka. Perfidna niebieska szafka z lustrem. Obok perfidnej niebieskiej szafki z lustrem znajduje się łapka na myszy, lecz nie jest ona podmiotem naszych rozważań. Chodzi o szafkę, w szafce bowiem jest lustro, a gdy stłuczemy lustro zgodnie z ludową mądrością czeka nas 7 lat nieszczęść. I tu dochodzimy do pointy. Dlaczego szafka ta stoi na ziemi, tak żebym łatwiej mógł ją kopnąć? Predestynacja jakaś, czy co? A może to już swego rodzaju zamach na mnie, ktoś celowo tę szafencję ustawił, żebym w nią kopnął i miał kolejne 7 lat nieszczęść?

Mówią, że co 7 lat zmieniają się cykle szczęścia lub nieszczęścia. Empirycznie jednak jestem w stanie temu zaprzeczyć. Gdyby była to prawda to najprawdopodbniej do 7 roku życia byłbym nieszczęśliwym, potem żyłbym w szczęściu, a obecnie umierał z rozpaczy. Rozpacz płynie rzeką przez świat, chociaż ostatnio jestem w stanie stwierdzić, że to się zmienia. Zmienia się co chwila, jak w kalejdoskopie. Pewien problem został nagle dziwnie rozwiązany w taki sposób, że ktoś inny wszedł w jego posiadanie i mnie od razu lepiej. Jaki to ma związek z cyklami? Nie ma wcale. Chyba, że te cykle odbywają się co jakąś nieokreśloną liczbę dni. Wtedy to byłaby prawda, lecz czy cykle wciąż byłyby cyklami? Chyba już nie.

Z podstawówki zapamiętałem pewną dziwną scenę. Działo się to w szóstej klasie, na lekcji matematyki. Matematykę mieliśmy z człowiekiem po AWF, który jednocześnie był nauczycielem wychofania fizycznego, znany był z tego, że odganiał nas od tworzenia własnej matematyki, w której to dało się wyliczyć liczbę pi. Ta liczba, ani nauczyciel nie są jednak tematem sceny. Scena wyglądała mniej wiecej tak: uczniowie SP Goszcz siedzą sobie niespokojnie na matmie, nagle ktoś puka do drzwi. Krzyczym, by wchodził, bo Goszczanie każdego ugoszczą. Mniejsza z tym, że Goszczan w tej szkole było mniej niż innych narodowości. Wchodzi taki typek mały, okulary na nosie, fryzura a'la Depeche Mode i mówi, że "Psysedłem posycyć cykle". Klasa w śmiech, młody coś tam dostał. Dlaczego to pamiętam? Nie wiem i nie chcę wiedzieć. 

Podstawówka to było życie. Znaczy życia tam nie było, bo wyginęło, obecnie bywam tam czasami grając w nożną piłkę kopaną na hali. Jako bramkarz-akrobata. Do historii już przejdzie moje kamikaze kiedy to po pięknym locie w kierunku własnej bramki wylądował hen pod automatem z imperialistyczną Coca-Colą. Nie żebym coś miał do markowych ordzewiaczy, lecz to dosyć dziwne było. Równie dziwne jak to, że w holu tejże sali stoi obecnie szopka bożonarodzeniowa. Robią szopę z tą stajenką, tego się nie da ukryć. Za to jest dodatkowa rozrywka - kto jako pierwszy trafi piłką do żłoba.

Według kalendarza już jutro, to jest 24 grudnia, wigilia świąt Bożego Nardodzenia. Mimo to święta ciągną się za nami już od 12 listopada, kiedy to nagle wszystkie Biedronki, Eka, Plusy, Karfury i inne takie udekorowane zostały komercyjną otoczka świąt. Taki św. Mikołaj np. Człowiek ów był biskupem i to na Słowacji, nosił się więc jak na biskupa przystało. Znany stał się dzięki temu, że rozdawał ludziom prezenty. Znaczy bardziej dzieciom niż ludziom, ale to nie jest istotne do zrozumienia istoty problemu. Istotne jest to, że święty Mikołaj jest teraz skomercjalizowany i jawnie kojarzony nie z biskupem, a z zastrzeżonym znakiem towarowym Coca-Coli. Tak, to Coca-Cola wymyśliła świętego mieszkającego na biegunie, w czerwonym kubraku, z białą długą brodą, etc., etc. A naiwni ludzie to kupują.

Mój brat też jest naiwny, bo kupuje, lecz coś z goła innego. Kupuje kartę graficzną. Co to oznacza dla mnie? Dla mnie to oznacza, że mogę sprzedać starą kartę, gdyż dwie są niepotrzebne, wystarczy jedna. Sprzedaż karty co znaczy? Ano zastrzyk pieniężny i wzrost sumy kwoty w mitycznym skarbcu rodu Boyarskich. Potem ktoś będzie jęczał, że ja bogaty jestem. A raczej nie jestem, bo nie stać mnie zakup nowego telewizora po przecież bardzo odległym w czasie zniszczeniu starego. Gdyby ktoś posiadał jakiś na zbyciu - apeluję o wieczystą dzierżawę.

Kiedyś skończą się czasy umysłowej impotencji. Kiedyś jeszcze będę pisał bardzo bardzo regularnie. Obecnie idzie całkiem dobrze, jest to 7 nota z grudnia, czyli od ogólnego wyniku z roku poprzedniego dzielą mnie tylko 2 noty. I rekord ten winien jestem pobić, obiecuję to wam, moi wierni czytelnicy w liczbie minus jednej osoby. Rozkręcać się można, gdyż rozkręcona konstrukcja to konstrukcja luźna. Konstrukcja luźna zapewnia nam zabawy słowem, lub inne takie zjawiska. Słowo jest bowiem na tyle fajne, że można się nim pobawić.

Żegnam was drogie i tanie ludziska. Pamiętajcie o swojej wartości. Jesteście drodzy więc wyruszajcie na kręte drogi swojego życia. Podkreślam - kręte drogi, a nie kręte tani. Krety. Ludzie krety, to są ci, którzy nielegalnie ciągną szambo. Znaczy nielegalnie podłączeni są do szamba. Robią podkop, dziurawią yyy fundament szamba, wkładają tam perfidnie swoją rurę i srają w swoich kiblach, a gówno idzie do cudzego szamba. Ludzie! Trochę więcej odpowiedzialności za produkty własnego metabolizmu!

2 komentarze:

:* pisze...

Nie słuchałem Kalibru 44, ale w jednym przyznam Ci rację. Nie lubie rapu, już nie mówiąc o "piosenkach", ale mówiąc o teledyskach - furach i nagich blondynkach kręcących tyłkami. Nienawidzę tego.
Cykle szczęścia i nieszczęścia... to, że są nieregularne nie znaczy, że nie spełniają założeń teorii chaosu matematycznego. Więc są w pewnym sensie cyklami.
Biorąc pod uwagę to, że ważę za 2 ludzi, to skąd tyś wziął tego -1 czytelnika? ;p

er` Trancer pisze...

Bede jojczal zes bogaty jak sprzedasz karte.

Ale co racja to racja, Muka jest glupi, bo to on powinien sobie ta karte sprzedac.